o nas kursy dla firm karty CV enoturystyka wydarzenia czytelnia informator

ďťż
SZKOLENIA DLA FIRM
• Komentowane
  degustacje win

• Degustacje na opak
• Komentowane kolacje
• Indywidualne szkolenia
  winiarskie

• Wyjazdy z winem w tle

KURSY WIEDZY O WINIE
• ENO 1W - info, program
Zgłoś się na kurs
Regulamin ENO1

• ENO 2 - info
Regulamin ENO2/ENO3/ENO4

Archiwum kursĂłw

Numer konta
   bankowego


KURS W PREZENCIE

NAJBLIĹťSZE KURSY PODSTAWOWE
WARSZAWA WARSZAWA
• 14/15 maja 2016 rezerwuj
wolne miejsca: 10
Wojciech BOŃKOWSKI
POŁUDNIOWE WŁOCHY - kurs ENO2
Warszawa, 10.12.2005


Kurs, zorganizowany w mroźną sobotę 10. grudnia, stał się okazją do zapoznania się z winami w znacznej mierze nieznanymi na polskim rynku, z kulturą winiarską mimo swej tysiącletniej historii egzotyczną dla polskiego winomana. Jak zwykle w takich sytuacjach, naszym udziałem stało się niejednokrotnie zaskoczenie, czasem wręcz niezrozumienie, ale w większości przypadków niespodzianki były jednak miłe.

Swoją misję zapoznawania kursantów z nazbyt często ignorowanymi winami białymi z południa Europy kontynuowałem tym razem za pomocą aż siedmiu butelek. Kampanię – region przodujący na Południu pod względem jakości win białych – reprezentowały trzy wina z trzech szczepów o starożytnym rodowodzie: greco, fiano i falanghiny. Najmniej wyraziste okazało się oparte na tym ostatnim Grotta del Sole Quartodiluna 2002, wino autorskie z apelacji Campi Flegrei, w którym mimo dobrego wyważenia i bardzo umiejętnego użycia beczki zabrakło tego „czegoś”.

Więcej ekspresji miało Greco di Tufo Cutizzi 2003 od okrzyczanego producenta Feudi di San Gregorio, wino z późnego zbioru, o mocno owocowych, wręcz egzotycznych nutach typowych dla tej popularnej odmiany, zarazem jednak bardzo (jak na rocznik wręcz zaskakująco) świeże i żywe, dla niektórych ust za mało może „późno-zbiorowe”.

Z win kampańskich zdecydowanie najlepiej wypadło Fiano di Avellino Colli di Lapío 2001 (w powszechnym odczuciu najpoważniejsze obecnie wino z tego szczepu), dowodząc tym samym, że wina mineralne, chłodne, o wysokiej kwasowości, wcale nie muszą być skazane na porażkę, stając w szranki z butelkami typu “owoc+beczka”.
Zrazu nieco zredukowane w bukiecie, szybko się otwarło, ujawniając znakomitą głębię i rys terroirystyczny, przypominający wręcz niektóre niemieckie rieslingi.

Utrzymane w podobnym stylu, choć mniej intensywne i jeszcze cichsze Etna Bianco Superiore Pietramarina 2001 od znanego producenta Benanti nie wzbudziło entuzjazmu. Prowokacyjnie przeze mnie zaprezentowane Planeta Chardonnay 2003 (wbrew zasadzie, że na degustacjach ENO2 ograniczam się do win ze szczepów rdzennych) zostało przez znakomitą większość uczestników ocenione pozytywnie jako wino bardzo dobrze zrobione, zrównoważone (zwłaszcza po półtora roku w butelce) i smaczne, ale zagorzałych zwolenników nie znalazło.

Po dwóch wina z Sycylii kolejne dwa białe z Sardynii, które należały zdecydowanie do kategorii „win kontrowersyjnych”. Vermentino 2001 z wysoko ceniącej się firmy Capichera było z pewnością znakomite, gęste, oleiste, zarazem świeże, przy czym w tym starszym już roczniku pojawiły się wyraźne nuty naftowe, znów przywodzące na myśl wiekowe rieslingi. Słusznie pytano jednak, czy wino nie odbiega zanadto od charakteru szczepu vermentino (duża dojrzałość, choć zaowocowała wciągającym, rozłożystym bukietem, tłumiła charakterystyczną dla vermentino mineralność i nuty jodowe); sprzeciw budziła ponadto wysoka cena.

Tańsze Dettori Bianco 2004 (także 100% vermentino) z nowej, ale sławnej posiadłości było już winem skandalizującym. Arcyniska wydajność (pół kilo winogron z krzewu), spontaniczna fermentacja na rdzennych drożdżach, butelkowanie bez filtracji i siarkowania (!) dało wino z pewnością autentyczne i tchnące terroir, ale także zdecydowanie ciepłe i, jak wiele win biodynamicznych, osobliwie płaskie, bez wyraźnej kwasowości. W ostatecznym rachunku, choć wina wyspiarskie dawały do myślenia, zwycięzcą rundy białej okazał się kampański fiano.

Przegląd win czerwonych zaczęliśmy od Apulii. Primitivo di Manduria Zinfandel 2003 z firmy Sinfarosa (należącej do arcyciekawego zrzeszenia „prymitywistów“ Accademia dei Racemi) miało w sobie wszystko, czego można oczekiwać po tym szczepie: intensywne, wręcz rozbuchane aromaty owocowej konfitury i śródziemnomorskich ziół, z typową dla primitivo nutą asfaltu; na podniebieniu dużo alkoholu i owocu, zaś kwasowość – niezbyt wysoką (choć w kontekście szczepu całkiem obecna). Znakomity stosunek jakości do ceny przemawiał na korzyść tego wina, choć dla niektórych podniebień okazało się zbyt chłopskie i krzepkie.

Wątpliwości nie było przy Cosimo Taurino Patriglione 1997, pierwszej wielkiej butelce tej soboty. Starszy rocznik wytropiony w mediolańskiej winotece zachwycił fenomenalnie pociągniętym finiszem i materią co prawda ciepłą, śródziemnomorską, balsamiczną, ale świeżą i czystą. Było to niewątpliwie szczytowe osiągnięcie szczepu negroamaro i jego najlepszej apelacji Salice Salentino. Następnie przenieśliśmy się na przeciwległy brzeg Zatoki Tarenckiej, do Kalabrii, sięgając po magnum flagowego Gravello 1999 od Librandiego. Wino bardzo dobre, ale na tle Patriglione ujawniające pewną prostotę i krótkość, która zapewne nie przeszkadzałaby, gdyby oceniać wino dla niego samego. Wciąż mocne garbniki od sporej zawartości cabernet sauvignon wróżyły mu co najmniej kilka lat dalszego dojrzewania.

Garbniki okazały się pierwszoplanowym bohaterem kolejnej pary win: D’Angelo Canneto 2001 i Salvatore Molettieri Taurasi Vigna Cinque Querce 2000, obu opartych na szczepie aglianico, najwybitniejszym w całych południowych Włoszech. Canneto (ze znakomitego w tych stronach rocznika) pokazało wszystkie najlepsze cechy aglianico: czystość i głębię wiśniowych aromatów oraz świetnie wyważone, choć gęste i nieustępliwe garbniki. Taurasi Molettieriego, bodaj najbardziej utalentowanego producenta Mezzogiorno, dodało do tego dwa razy więcej garbników, ale i bajeczną czekoladową koncentrację i fenomenalnie wypunktowaną kwasowość. Ta butelka dla wielu okazała się najlepszą z całej degustacji.

Ale nie był to koniec. Po raz drugi tego dnia przepłynęliśmy Cieśninę Mesyńską, by poznać czerwone specjalności Sycylii. W kluczu lekkim, soczystym i korzennym utrzymane było Cerasuolo di Vittoria 2003 firmy COS, kolejne wino biodynamiczne i terroirystyczne, nieco zbijające z tropu tych, którzy po winie sycylijskim spodziewali się konfitury i czerni. Ta arcyciekawa butelka okazała się może zbyt liryczna, aby stanąć w szranki z 19 innymi.

Większych problemów z konkurencją nie miało Palari Faro 2002, bardzo udany rocznik tego skrajnie indywidualnego wina z północnego wschodu Sycylii, przedgórza Etny, gdzie właściciel Salvatore Geraci poświęca się uprawie prefilokserycznej winnicy zawierającej kilkanaście bardzo rzadkich odmian, jak jacchè, accitana i galatena (podstawę stanowią różne klony nerello). Ziemisto-kwasowa, soczysta tkanina tego Faro była kolejnym dowodem, że nawet na gorącej Sycylii mogą powstawać wina o iście burgundzkiej finezji.

Dla kontrastu spróbowaliśmy Gulfi Bufaleffj 2001. Porzeczkowo-asfaltowe nuty najpopularniejszego sycylijskiego szczepu nero d’avola zdążyły się tu pięknie stopić i ubrać w szeroki, bardzo włoski bukiet. Czwartym do sycylijskiego brydża było Cottanera Sole di Sesta 2002 z gron syrah – bardzo skoncentrowane, ale dzięki wulkanicznej glebie Etny wciąż świeże i elektryzujące wino, obrazujące potencjał tego szczepu na południu Włoch – uważam je za jedno z kilku najbardziej udanych syrah poza rodańskim matecznikiem.

Spróbowaliśmy wreszcie dwóch win czerwonych z Sardynii. Carignano del Sulcis Superiore Terre Brune 2001 ze spółdzielni w Santadi reprezentowało biegun słoneczny, typowo południowy, zaś ogromna koncentracja i głębia dojrzałych leśnych owoców przypominały (powstające wszak z tego samego szczepu, carinyeny) wina ze słynnego Prioratu. To wino było szczytem możliwości szczepu carignano, ale nie zdołało przyćmić wspaniałego Turriga 2000 od Argiolasa, które bez wysiłku potwierdziło swoją sławę najlepszego wina sardyńskiego. Powstaje z mieszanki szczepów z przewagą cannonau, w udany sposób łączy przeciwieństwa: koncentrację i elegancję, dojrzałość ze świeżością, europejski sznyt z pieprzną, lokalną osobowością.

Symfonię południowowłoskich smaków zakończyła fuga podwójna. Pierwszym jej tematem była marsala, i to nie byle jaka: Vecchio Samperi Ventennale Solera od Marco De Bartoli uchodzi za najwyższe wcielenie tej dziś niemal zapomnianej apelacji. Mylił się, kto myślał, że marsala jest dobra tylko do gotowania: wytrawne, gładkie, złożone, elegancko utlenione przez ponad dwadzieścia lat pobytu w beczkach wino było jak bardzo dobre sherry (choć miększe) i doskonale wpisywało się we włoski koncept „wina medytacyjnego”.

Do medytacji o odcieniu słodkim doskonale sprawdziło się też Salvatore Murana Moscato Passito di Pantelleria Martingana z wielkiego rocznika 1997. Murana jako dziecko wagarował, aby pomagać dziadkowi w hodowli krzaków muszkatu na skalistych stokach malutkiej wulkanicznej wyspy Pantelleria nieopodal Tunezji. Ćwierć wieku jego doświadczeń ze słodkim muszkatem przyniosło korowód miodowych, cytrusowych, balsamicznych, kwiatowych i nawet mineralnych doznań, do jakich zdolne są tylko wielkie wina. Przekonałoby nawet alergika na muszkaty, choć takich wśród uczestników ENO2 Południowe Włochy najwyraźniej nie było.

FotoGaleria

powrót do strony głównej