o nas kursy dla firm karty CV enoturystyka wydarzenia czytelnia informator

ďťż
SZKOLENIA DLA FIRM
• Komentowane
  degustacje win

• Degustacje na opak
• Komentowane kolacje
• Indywidualne szkolenia
  winiarskie

• Wyjazdy z winem w tle

KURSY WIEDZY O WINIE
• ENO 1W - info, program
Zgłoś się na kurs
Regulamin ENO1

• ENO 2 - info
Regulamin ENO2/ENO3/ENO4

Archiwum kursĂłw

Numer konta
   bankowego


KURS W PREZENCIE

NAJBLIĹťSZE KURSY PODSTAWOWE
WARSZAWA WARSZAWA
• 14/15 maja 2016 rezerwuj
wolne miejsca: 10
Marek BIEŃCZYK
POŁNOCNA DOLINA RODANU - kurs ENO3
Warszawa, 02.06.2007


Degustacja win z Północnego Rodanu miała na celu przybliżenie jej uczestnikom win z regionu mało u nas znanego, choć cieszącego się wśród braci koneserskiej dużym prestiżem. Jego słaba znajomość, nie tylko zresztą w Polsce, wynika tak z niewielkiej produkcji (czołowe apelacje jak Côte-Rôtie, Condrieu czy Hermitage są równe wielkością jednej porządnej posiadłości bordoskiej), co z wysokich cen. Wiele win jest trudno dostępnych; gdy tylko znajdują się na rynku, trafiają do kolekcji lub do luksusowych sklepów. Trzeba też powiedzieć, że w wypadku win czerwonych mało doświadczony konsument może mieć spore problemy: są to wina wymagające, trudne. W moim przekonaniu są one w swych największych realizacjach jednymi z najlepszych win świata, często ciekawszymi od bardziej medialnych win z południowego Rodanu, nawet z Châteauneuf-du-pape. W każdym razie są najciekawszymi, wybitnymi realizacjami odmiany syrah, jedynej uprawianej w regionie. Przeważające tu gleby granitowe sprzyjają powstawaniu win długowiecznych i mineralnych, osiągających z wiekiem niezwykłą jedwabistość.

Również produkowane w małych ilościach wina białe są godne uwagi. Amatorzy ekscentrycznej odmiany, jaką jest viognier, znajdą w apelacji Condrieu jej – moim zdaniem - najlepsze światowe wcielenia. Bardzo ciekawe kupaże roussanne i marsanne, zwłaszcza te z apelacji Hermitage, należą wprost do najwybitniejszych białych win świata. Nie mam wątpliwości, że degustowany na koniec spotkania hermitage 1998 od Jean-Louis Chave’a był najwspanialszym białym winem, jakie miałem okazję przedstawić od początku mej współpracy z Collegium Vini. Fenomenem tego wina (i podobnych mu win białych z Hermitage) jest niezwykła równowaga i harmonia, mimo faktu, że obie wspomniane odmiany nie mają wysokiej kwasowości; równowagę buduje się tutaj bardziej na alkoholu niż niskim Ph.
Innym winem reprezentującym ten kupaż było crozes-hermitage 2001 od Jabouleta, z parceli Raymond Roure; zaliczany do najlepszych win tej – jedynej, obok Saint-Jospeh – bardziej rozległej apelacji północnorodańskiej. Wino uderzało typowymi nutami jabłkowymi i pewnego rodzaju zamaszystością; dobrze przedstawiało charakter wspomnianego kupażu w tej części Rodanu. W trakcie spotkania piliśmy trzy białe wina z gron viognier, w tym dwa condrieu. Najsłynniejsze wino tej apelacji, La Doriane 2005 od Guigala, niezwykle aromatyczne i, jak na viognier, odmianę o niskiej kwasowości, bardzo dobrze zbudowane, miało niebywałą siłę ekspresji; wino niezwykle atrakcyjne, wybitne w swym rodzaju, lecz ze względu na barokowe aromaty nie dla każdej zmysłowości. Les Chaillés 2003 od Yves Cuillerona rozczarowało, zważywszy markę producenta. Było nieco zamknięte, tak w bukiecie jak w ustach, choć z czasem, gdy postało dłużej w kieliszkach, nabierało typowej dla apelacji ekspresji aromatycznej i smakowej. Natomiast nie rozczarowało, mimo słabego rocznika, Château Grillet 2002, tworzące samo w sobie apelację (najmniejszą we Francji, ledwie 3,4 ha). To legendarne, kolekcjonerskie wino miało delikatność, której brak większości win w Condrieu; eleganckie, choć zarazem intensywne, podobało się niemal wszystkim uczestnikom.

Prezentacja win czerwonych oparta była na spotkaniu dwóch najsłynniejszych apelacji północnorodańskich: Côte-Rôtie i Hermitage. Spoza nich piliśmy dwa dobre wina z wybitnego rocznika 1999, crozes-hermitage Raymond Roure i cornas Saint-Pierre, oba od Jabouleta. Cornas okazał się winem świetnym; przedstawiał typową dla tej apelacji żylastość, rustykalność, nieokrzesaność stojące w kontraście do innych apelacji północnorodańskich; był jednym z najtrudniejszych, albo bardzo charakternych win naszej degustacji. Podobać się mógł także crozes-hermitage, z pewnością jedno z czołowych win tej mniej prestiżowej apelacji. Trzecim winem spoza wspomnianych Côte-Rôtie i Hermitage było kultowe wino młodych winiarzy rodańskich: Sotanum 2000 wytworzone przez trójkę winiarzy (Cuilleron, Gaillard, Villard) tworzących spółkę zwaną Les Vins de Vienne. Zważywszy fakt, że wino pochodzi z gron krzewów rosnących na ziemiach nie objętych żadną apelacją, na drugim brzegu Rodanu, jest ono klasyfikowane jako vin de pays des collines rhodaniennes. Jego producenci posadzili w latach 90-tych krzewy na terenach od wieków winiarsko zaniedbanych; wedle tradycji to tu jednak Rzymianie posadowili pierwsze północnorodańskie winnice. Wino było winifikowane w sposób nowoczesny, ze sporym udziałem nowej beczki - a choć powstało z młodych jeszcze krzewów i brakowało mu nieco materii wobec mocno rozbudowanej struktury; mogło się jednak podobać.

Wszystkie te trzy wina musiały jednak ustąpić pola, gdy w kieliszkach pojawiały się côte-rôtie i hermitage. Wino wstępne, côte-rôtie Champin le Seigneur 2001 od Gérina, miało bardzo typowy dla apelacji, śliczny bukiet kwiatowy; w ustach było nieco krótkie, tylko dobre. Ale już kolejne wino podstawowe, côte-rôtie 2001 od Jameta, należało do najlepszych butelek degustacji. Obaj winiarze spotkali się raz jeszcze przy okazji konfrontacji swych słynnych, prestiżowych cuvées: Les Grandes Places 2000 Gérina, wino nowoczesne, wychowane w nowej beczce, po pełnym odszypułkowaniu, nieco rozczarowało, zważywszy renomę i cenę; wino było jak trzeba gładkie i długie, lecz nie miało głębokiego charakteru wina następnego, kapitalnego côte-rôtie Brune 2000 Jameta, wspaniałego połączenia mineralności, kwiatowości i owocowości w bukiecie, z siłą, charakterem i głębią w ustach. Było to jedno z najciekawszych win (powstające tradycyjnie, z bardzo małym użyciem nowej beczki i bez odszypułkowania) tej degustacji i bez trudności zdobyło miejsce na podium win czerwonych naszego spotkania. O podium w mym odczuciu otarło się też wino starsze i również tradycyjne, pięknie aksamitne, ciche, lecz bardzo naturalne côte-rôtie Vieilles Vignes 1995 od Vincenta Gasse’a, winiarza, który już dzisiaj zaprzestał działalności.

Do „meczu” z Côte-Rôtie Hermitage delegował wino z roku 2000 (hermitage 2000 Domaine de Colombier), powstające z gron zbieranych z kilku parcel; wino miało przedwcześnie ewoluowany bukiet, natomiast mocno, krzepkie, świeże usta miały dużą wartość i były dobrym przykładem na różnicę między tą apelacją a delikatniejszą Côte-Rotie. Tym niemniej wiadomo było od początku, że pierwsze skrzypce w naszym pojedynku odgrywać będą dwa wina: côte-rôtie La Turque 95 od Guigala (100 pkt u Parkera) oraz hermitage 97 od Chave’a. Dwa niezwykłe, niesamowite wina. A raczej, w moim odczuciu jedno wspaniałe, drugie niepowtarzalne, nie z tej ziemi. La Turque Guigala, butelka piekielnie droga (300 euro), powstała z gron krzewów leżących na granicy Côte Blonde i Côte Brune, czyli obu, południowej i północnej części, z których składa się Côte-Rôtie; wino starzone 42 miesiące w nowych beczkach, niezwykle jedwabiste, z garbnikami wypolerowanymi i miękkimi jak wargi kochanki (kochanka). I z drugiej strony hermitage winiarza, który zdaje się mieć 500 lat (na jego drzwiach wisi podniszczona tablica z napisem „Chave, winiarz od 1491” roku), zaczynający zbierać grona nie wówczas, gdy osiągną one badaną laboratoryjnie dojrzałość fenoliczną, lecz wówczas gdy „kasztany zaczynają spadać z drzew”, używający bardzo mało nowej beczki i tworzący niemal wyłącznie wino nie z pojedynczej, wybranej parceli, lecz z kilku parcel („gdyż muzyka składa się z kilku nut, a nie z jednej”). Z jednej strony wino wysokiej cywilizacji: Guigal wykorzystuje nowatorsko własne, rewolucyjne jak na apelację idee (42 miesiące w beczce), sięga po nowoczesne know-how, by stworzyć dzieło wyjątkowe eleganckie, fantastycznie obrobione i zrównoważone; z drugiej strony wino bliższe natury, obdarzone „tym czymś”, które nie da się wypowiedzieć. „To coś” sprawiło, że mimo słabego rocznika minimalna większość uczestników wolała jednak Chave’a. Wiele godzin przyszło jeszcze myśleć o obu tych winach, a także białym hermitage Chave’a i winach Jameta. Dla mnie – ale sądzę, że i dla uczestników - był to wielki dzień degustacyjny, wielki dzień w życiu, byliśmy znowu szczęśliwi.

powrót do strony głównej