o nas kursy dla firm karty CV enoturystyka wydarzenia czytelnia informator

SZKOLENIA DLA FIRM
• Komentowane
  degustacje win

• Degustacje na opak
• Komentowane kolacje
• Indywidualne szkolenia
  winiarskie

• Wyjazdy z winem w tle

KURSY WIEDZY O WINIE
• ENO 1W - info, program
Zgłoś się na kurs
Regulamin ENO1

• ENO 2 - info
Regulamin ENO2/ENO3/ENO4

Archiwum kursów

Numer konta
   bankowego


KURS W PREZENCIE

NAJBLIŻSZE KURSY PODSTAWOWE
WARSZAWA WARSZAWA
• 14/15 maja 2016 rezerwuj
wolne miejsca: 10
Wojciech BOŃKOWSKI
IKONY ŚRÓDZIEMNOMORZA - kurs ENO 2
Warszawa, 30.09.2006


Wrześniowa degustacja ENO2 Ikony Śródziemnomorza miała nietypowy charakter. Prezentując 20 win z 8 krajów mniej mówiłem o apelacjach, terroir i w ogóle o współczesności, więcej zaś o historii i tradycjach poszczególnych regionów, starając się na mapie i w kieliszku prześledzić wędrówki ludów, szczepów i tradycji przez ostatnie pięć tysiącleci.

Serię win białych, szczególnie cenionych w Starożytności i dominujących w szczepowej spuściźnie śródziemnomorskiej, rozpoczęło Dafní 2003 kreteńskiego producenta Lyrarákis. Ten bardzo rzadki dziś szczep wzmiankowany jest już w piśmie linearnym B, na tabliczkach z Knossós, pochodzących z ok. 1500 r. p.n.e. Mocne, pieprzne, lekko oksydowane, wręcz taniczne w końcówce, dało nam wyobrażenie o smaku naszych przodków, choć dla współczesnego konsumenta brak mu nieco świeżości i mineralności. Również cypryjskie Lemesós 2005 Kostasa Tsiakkasa, z klasycznej odmiany Xynistéri, choć w swej codziennej kategorii poprawne, pokazało dobitnie, ile jeszcze pracy przez cypryjskim winiarstwem.

Lepiej wypadło Gentilini Classico 2004 z jońskiej wyspy Kefalinia. Żywe są na niej pamiątki kultury weneckiej (Republika władała wyspa od XIII do XVIII wieku), m.in. w najpopularniejszym tu szczepie Robóla, który uważa się na bliźniaka friulańskiego Ribolla. W tym winie dominuje jednak nieznanego pochodzenia, zachowany już tylko na kilkunastu hektarach Tsaoússi, dający wino dość mocne, lekko miodowe, o zaskakującej kwasowości. Przyćmiło ono zazwyczaj znakomite, a w dniu naszego spotkania mało wyraziste Santorini 2004 Parisa Sigalasa. Trop wenecki kontynuowaliśmy Malvaziją Art 2004 producenta Ortonero z chorwackiej części Istrii. W Średniowieczu nazwa malvasia mogła oznaczać niemal wszystko, od słodkiego wina różowego przez biały szczep winorośli, a nawet bar. Na Istrii nazwa przyjęła się na określenie miejscowej specjalności, szczepu dającego dość aromatyczne, kwiatowe, żywe, przy tym łatwo utleniające się wina - i takaż była współczesna wersja Ortonero.

Kolejne cztery wina białe reprezentowały Śródziemnomorze zachodnie. Lokalną, rzadką specjalnością jest Biancolella 2004 z neapolitańskiej wyspy Ischia, której spróbowaliśmy w interpretacji malutkiego producenta Giardino Mediterraneo. Bardzo lekkie, żywe wino do owoców morza ucieszy odwiedzających ten rajski zakątek. Poważniejsze Vermentino Tuvaoes 2005 Giovanniego Marii Cherchiego z Sardynii wprowadziło nas z kolei w świat kultury pizańsko-genueńsko-aragońskiej oraz smaków miodowych, brzoskwiniowych, lekko mineralnych, typowych dla tej czołowej śródziemnomorskiej odmiany, choć Cherchi stworzył jedną z jej mocniejszych, najbardziej egzotycznych wersji. Było ono jednak bladym aperitifem w porównaniu do Cinqueterre 2003 Waltera De Battè. Mordercze warunki (wąziutkie kamienne tarasy na klifach zawieszonych nad morzem, arcytrudna uprawa szczepów Bosco, Albarola i Vermentino, ciągłe zagrożenie ze strony lubujących się w winogronach dzików, które w niektórych rocznikach zjadają cały plon) i ekstremalna winifikacja (kilkudniowa maceracja, długie starzenie w beczkach) dały wino skrajne: ciemnopomarańczowe, o bukiecie bez cienia owocu, za to buchającym morską mineralnością, i fenomenalnie długim, słonym posmakiem. Dla kontrastu wino o wprost przeciwnej estetyce, powściągliwe, klasyczne, ciche, szlachetnie zestarzone, bardzo francuskie, choć z ziemi sabaudzko-genueńskiej: Château Simone Palette Blanc 1999.

Wina czerwone rozpoczęliśmy w kluczu rustykalnym, mocno owocowym, intensywnym, rześkim: Kalecik Karası 2005 tureckiego producenta Sevilen pokazało, ze Turcja ma naprawdę wiele do zaproponowania i może w przyszłości stać się źródłem niezwykle ciekawych win, zaś Accademia dei Racemi Torre Guaceto Sum 2004 - że ginące szczepy (w tym przypadku apulijski Sussumaniello, uprawiany już tylko na 3 hektarach) zasługują na ochronę i pamięć. Apulia obecna była także w dalmatyńskim Plavacu Postup Potomje 2003 z Vinarii Dingać, winie bardzo udanym, balsamicznym, już raczej dojrzałym, dającym dobre wyobrażenie o swym szczepie, który jest bliskim krewnym znanych odmian Primitivo i Zinfandel. Dwa wina wyspiarskie kontynuowały zaś wątek balsamiczno-elegancki, ale na wiele wyższym poziomie. Domaine de Torraccia Portovecchio Oriu 1998 (szczep Niellucciu) zrazu zbijało z tropu charakterystyczną, bezkompromisową chudością, ale pięknie pociągnięte, soczyste, finezyjne, kwasowe usta mogły zachwycić. Sensacją okazało się czerwone Sitía 1998 Yiannisa Oikonómou z Krety. Rzadki, uprawiany tylko we wschodniej części Krety szczep Liátiko uważa się za najstarszy z obecnie używanych w Europie. Bardzo jasny, różowy kolor i szczupłe usta mogły zniechęcić miłośników konfiturowych, nowoświatowych smaków, ale wybuchowa wręcz świeżość, szlachetność i długość na podniebieniu nie pozostawiały wątpliwości, że mamy oto zapoznaną gwiazdę.

To niepozorne, tanie wino greckie przyćmiło o wiele sławniejsze butelki. Domaine du Vieux Télégraphe Châteauneuf-du-Pape 1995 wyraźnie nie miało swojego dnia. Niby wszystko było na swoim miejscu: szczodry, malinowo-kwiatowy zapach od dominanty Grenache i dobrze pociągnięte, całkiem jak na Châteauneuf kwasowe usta, ale brakowało emocji. Bardzo dobrym w swojej cenie winem okazało się Château Vannières Bandol 1998, wciąż jeszcze młode, bardzo garbnikowe (nie ma jasności, czy te garbniki kiedyś się ułożą), czyste, głębokie. Podobnie jak Vieux Télégraphe utrzymane było w stylu bardzo klasycznym (starzenie tylko w dużych bekach drewnianych), nawiązując do kilkusetletniej tradycji winiarskiej tej okolicy. Winem również bardzo tradycyjnym był Château Musar Rouge 1991. Miałem przyjemność zaprezentować ten starszy rocznik, co do którego nie było wśród degustujących zgody, czy jest już w pełni dojrzały, czy należy jeszcze trzymać go w piwnicy. Kolor i zapach wskazywały na pierwszą możliwość, nuty mięsiste, tostowe, z typową dla Musara octową ostrością nieco rozczarowywały brakiem pełni i złożoności. Przeczyły temu jednak znakomicie świeże, żywe usta wciąż pełne wiśniowego owocu. Musar okazał się więc jak zawsze winem zagadkowym i prowokującym.

Degustację zakończyliśmy tercetem win z Hiszpanii, ściśle rzecz biorąc – z katalońsko-walenckiego obszaru językowego i kulturowego. Słynna Ánima Negra 2003 z Majorki to wino jeszcze zbyt młode, mocno beczkowe w bukiecie, ale zdradzające duży potencjał: rzadki szczep Callet w udany sposób łączy bardzo dojrzałe aromaty czarnych owoców i sporą kwasowość. Powoli w fazę dojrzałą wchodzi Cims de Porrera Priorat Clàssic 2000, wino wspaniale pełne, szlachetne, arcytypowe dla swej prestiżowej apelacji, czekoladowo bogate, zarazem mineralne, bardzo długie. A jednak zbladło w obliczu Jumilla Pié Franco 1998 producenta Casa Castillo. Wino pochodzi ze stuletnich krzewów odmiany Monastrell, sadzonych bez podkładek na bardzo ubogiej glebie. Przed degustacją miałem nieco obaw, że wino może okazać się nieco za stare, bowiem Monastrell nie uchodzi za szczep przeznaczony do długiego starzenia. Nic bardziej mylnego. Wino jest wciąż za młode, elektryzujące, owocowe, z genialną kwasowością, natomiast nie rozwinęło jeszcze zbyt rozległego bukietu czy nut mineralnych. Wróżę mu długowieczność równą Château Musar, o czym będziemy mieli okazję się przekonać, mam nadzieję, na kolejnej degustacji ikon Śródziemnomorza w roku 2016.

powrót do strony głównej