o nas kursy dla firm karty CV enoturystyka wydarzenia czytelnia informator

SZKOLENIA DLA FIRM
• Komentowane
  degustacje win

• Degustacje na opak
• Komentowane kolacje
• Indywidualne szkolenia
  winiarskie

• Wyjazdy z winem w tle

KURSY WIEDZY O WINIE
• ENO 1W - info, program
Zgłoś się na kurs
Regulamin ENO1

• ENO 2 - info
Regulamin ENO2/ENO3/ENO4

Archiwum kursów

Numer konta
   bankowego


KURS W PREZENCIE

NAJBLIŻSZE KURSY PODSTAWOWE
WARSZAWA WARSZAWA
• 14/15 maja 2016 rezerwuj
wolne miejsca: 10
Wojciech BOŃKOWSKI
NIEMCY– nie tylko Riesling - kurs ENO 2
Warszawa, 4.11.2006


Po co w ogóle kupować wina niemieckie? To pytanie, pomimo powszechnego podziwu uczestników degustacji dla największego niemieckiego osiągnięcia cywilizacyjnego, jakim jest niewątpliwie Riesling, wciąż pojawiało się w tle kursu ENO2 Niemcy.

Odpowiedzi poszukaliśmy najpierw w ośmiu winach białych. Brennfleck Müller-Thurgau Frank & Frei 2005 był lekki, żywy, trawiasto-jabłkowy, jednym słowem prosty i smaczny, czyli dokładnie taki, jaki powinien być Müller-Thurgau. Prosty w założeniu miał być również podstawowy Grüner Silvaner 2005 od heskiego Wittmann, ale tutaj już udało się winiarzowi przemycić dobre nuty mineralne i mocny, wciągający, lekko pieprzny aromat. Wino było wstępem do dwóch Silvanerów klasy Grosses Gewächs (niemiecki odpowiednik grand cru) z najlepszego dla tego szczepu regionu – Frankonii. Tu sprawa była trudniejsza, wina wymagały wysiłku i głębszego namysłu. Horst Sauer Lump Silvaner 2004 zrazu miał zamknięty, mięsisty bukiet, który powoli otwierał się w stronę zielonego jabłka, pomelo (duży cytrus, nieco zbliżony w smaku do grejpfruta – przyp. Dyrekcji), a nawet nut lekko wędzonych. Dobra mineralność zapewnia temu winu równowagę, ale rozsądnie będzie chyba poczekać nań trzy-cztery lata. Pokazał to bardzo ciekawy Silvaner Spätlese trocken 2001 z winiarni Fürstlich Castell’sches Domäneamt (parcela Casteller Schlossberg). Cztery lata starzenia w butelce rozwinęły bukiet naftowo-marcepanowy, ciekawy, choć mniej mineralny niż u Sauera. W ustach zaskoczyła nuta sałaty (typowa dla Silvanera) i spora kwasowość, nietypowa dla win z gleb marglowych. Win podzieliło uczestników kursu.

Wręcz szokująca okazała się Estheria 2004 Johanna Rucka, autorska interpretacja coraz popularniejszego w Niemczech szczepu Scheurebe. Ze względu na bujny aromat uważa się go zwykle za niemiecką odpowiedź na Sauvignon Blanc. W tym winie bujność została nieco podbudowana mocną mineralnością, ale i tak bardzo intensywne nuty cytrynowe, trawiaste oraz słynnych „kocich sików” wywołały u niektórych degustatorów zażenowanie – wśród skojarzeń pojawiły się nawet drapieżne, mięsożerne rośliny oraz określenie „między szpitalem i cmentarzem”. Niżej podpisany gotów jest tego wina bronić (ze względu na mineralność), choć z pewnością kilkugodzinna dekantacja (zgodnie z zaleceniami producenta) pozwoli nieco ucywilizować jego bukiet.

Kontrowersji nie wywołały dwie pary win ze szczepów burgundzkich. Wśród win młodych świeży, mineralny, ładnie wyostrzony, typowy Dr. Wehrheim Mandelberg Weissburgunder 2004 z Palatynatu wyraźnie wygrał z Grauer Burgunderem ’SJ’ 2004 Karla Johnera z Badenii. Ten drugi, choć umiejętnie zabeczkowany, odstręczał wysoką (15o) zawartością alkoholu i nutami kiszonki, a także wysoką ceną (35 euro). Zaprezentowałem też te same szczepy w roczniku 1999. Tu preferencje rozłożyły się niemal równo. Zrazu na prowadzenie wybił się Birkheimer Feuerberg Grauer Burgunder Spätlese trocken 1999 od Berchera, mineralny, świetnie jak na Pinot Gris kwasowy, z typowym posmakiem maślanym. Z czasem zyskiwał natomiast Dr. Heger Ihringer Winklerberg Weisser Burgunder Spätlese trocken*** 1999, mniej kwasowy, ale i mniej beczkowy, dość prosty, ale urzekająco kompletny w swej śnieżnobiałej estetyce. W sumie jednak Grauburgunder i Weissburgunder nie wywołały wśród uczestników spotkania większych emocji; tęskniono za Rieslingiem.

Emocje były przy degustacji win czerwonych, i to nie zawsze pozytywne. Spore nadzieje wiązałem z Bürgstadter Centgrafenberg Frühburgunderem 2004 od znakomitego frankońskiego winiarza Rudolfa Fürsta. Degustowane w posiadłości wino urzekło mnie finezją i głębią; w Warszawie z butów Zegni wyszła słoma (zapachy mięsiste, chudość, zieloność). Niektórzy uczestnicy krzywili się z niesmakiem, choć taka już estetyka niemieckich pinotów. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść, w postaci koszmarnie korkowej butelki Jean Stodden Dernauer Hardtberg Spätburgunder 2003 oraz przedziwnego Spätburgundera Alte Reben 1998 Bernharda Hubera gotowanej marchewki i nieprzyjemnej zieloności w ustach. Wydawało się, że nic już uratuje honoru niemieckich win czerwonych, gdy zmysły ukoił nieco Ökonomierat Rebholz ze swym flagowym Im Sonnenschein Spätburgunder ’Gold’ 2000: świetny nos (nuty dymne, palone, balsamiczne) i nieco słabsze usta, smacznie wiśniowe, ale w sumie nie przezwyciężające genetycznej niemieckiej zieloności. Wino samo w sobie bardzo dobre, natomiast wątpliwości wywołała wysoka cena (35 euro), co można zresztą rozszerzyć na wszystkie dobre wina niemieckie w tym kolorze.

A jednak… Za 20 euro można kupić butelkę pysznego Ernst Dautel Lemberger**** 2001. Świetnie zintegrowana, właściwie nieobecna beczka, nuty wiśniowe, porzeczkowe, nieco mokrej ziemi, dużo finezji, znakomita kwasowość. Czy świat stanął na głowie, gdy Lemberger z Wirtembergii pokonuje w cuglach prestiżowe pinoty? To raczej znak, że przy odpowiednich poszukiwaniach i łucie szczęścia można w Niemczech znaleźć naprawdę dobre wina czerwone.

A Riesling? Degustacja win niemieckich bez tego szczepu to jak obiad bez sera. Przedstawiłem pięć czołowych win z pięciu różnych regionów i trzech najważniejszych dla tego szczepu rodzajów gleb. Kontrowersyjny, w sumie mało emocjonujący (wbrew swej sławie) okazał się hodowany na łupkach Emrich-Schönleber Halenberg ’Lay’ Riesling 2004 z Nahe, z mocno egzotycznym bukietem, w którym przeszkadzały jednak zbyt nachalne nuty grzybowe; kwasowość też była niewystarczająca. Ciekawym, choć też niejednoznacznym winem był Forster Pechstein Riesling 2001 od Dr. Bürklina-Wolfa z Palatynatu (gleba bazaltowa), już ewoluowany, maślany, bogaty, orzechowy, dobrze jednak zdefiniowany w ustach, zachowujący świeżość. W powszechnym odczuciu w każdym calu doskonały (może aż nadto) jest Keller Kirchspiel Riesling 2003, wino skrzące się mineralno-kwiatowym bukietem typowym dla win z wapienia, słodko-słone, długie, pięknie czyste. Trudno już dziś oderwać odeń nos i podniebienie, więc co będzie za kilka lat?

Odpowiedzi miał dostarczyć rocznik 2001 (wyjątkowo udany) znanego już w Polsce Rieslinga Rüdesheimer Berg Rottland od Georga Breuera. Tymczasem nieco rozczarował. Owszem, była tu rozpoznawalna, typowa dla Rheingau, nieco twarda mineralność, były dość gęste, wytrawne, ale świetnie wyważone usta, ale zabrakło nieco długości i błysku. Może to słabość tej konkretnej butelki – tak zazwyczaj pocieszają się winomani. My pocieszyliśmy się butelką Heymann-Löwenstein Uhlen ’Blaufüsser Lay’ Riesling 2002. Ta ekstremalna interpretacja Rieslinga z zapierającego dech w piersiach terroir dolnej Mozeli (niemal pionowe ściany z łupkowego kamienia) szokowała już ciemnopomarańczową barwą i orzechowo-karmelowo-maślano-rosołowym bukietem. Usta były feerią odważnych, intensywnych, słonecznych smaków, z pięknie wtopioną mineralnością i długą końcówką. Jeszcze młode, a już tak dojrzałe, w dodatku okazało się jedną z tańszych butelek degustacji (21 euro). Koniec końców pieniądze w Niemczech najlepiej więc wydawać na Rieslinga?…

powrót do strony głównej