o nas kursy dla firm karty CV enoturystyka wydarzenia czytelnia informator

ďťż
SZKOLENIA DLA FIRM
• Komentowane
  degustacje win

• Degustacje na opak
• Komentowane kolacje
• Indywidualne szkolenia
  winiarskie

• Wyjazdy z winem w tle

KURSY WIEDZY O WINIE
• ENO 1W - info, program
Zgłoś się na kurs
Regulamin ENO1

• ENO 2 - info
Regulamin ENO2/ENO3/ENO4

Archiwum kursĂłw

Numer konta
   bankowego


KURS W PREZENCIE

NAJBLIĹťSZE KURSY PODSTAWOWE
WARSZAWA WARSZAWA
• 14/15 maja 2016 rezerwuj
wolne miejsca: 10
Marek BIEŃCZYK
BURGUNDIA - kurs ENO3
Wina burgundzkie z roczników 1995 i 1996
Warszawa, 11.02.2006


Dekada 1990-2000 miała w Burgundii swoje wzloty i upadki. Rocznik 1991 udał się tylko dla win czerwonych, 1992 – tylko dla białych. 1999 był prawdziwie dobry dla czerwonych, 2000 – dla białych. Oba wybrane do degustacji roczniki uchodzą za bardzo dobre dla obu kolorów. 1996 jest burgundzkim klasykiem; duże zbiory, ale bardzo dobra jakość owocu, tak w przypadku win białych, jak czerwonych. Wysoka kwasowość i wysoka dojrzałość dały gwarancję świetnej równowagi i długowieczności. 1995 był rocznikiem mniej wyważonym; zbiory były mniejsze, wiele gron dotkniętych schorzeniem zwanym millerandage nie przybrało dużej wagi i nie dało dużo soku, ale to, co dało, było bardzo skoncentrowane. Większe upały sprawiły, że grona osiągnęły wysoką dojrzałość przy nieco mniejszej kwasowości, co przyniosło wina bardziej krągłe. Wybór obu roczników do naszej degustacji sięga w mym odczuciu do samego sedna dwóch najbardziej charakterystycznych (wśród tych pozytywnych) typów burgundzkich win.

Burgundia składa się z 4 podregionów, z których do degustacji wybrano trzy. Północne Yonne reprezentowały wina z Chablis. Rocznik 1996 okazał się w Chablis wybitny i trudno było nie uwzględnić tutejszych win. Chablis jest burgundem do tego stopnia odmiennym ze względu na bardzo wysoką mineralność (charakterystyczny zapach mokrej kredy), że jeśli nie zostanie rozpoznany wśród innych win powstałych z chardonnay, znaczy to albo o kiepskiej formie degustatora, albo o złej, nadto modernistycznej winifikacji, albo o tym, że wszystko już na ziemi straciło sens. Swą wyjątkowość Chablis zawdzięcza polodowcowej glebie zwanej kimmeridgien; składa się ona z wapiennych skamielin, muszelek, na które łatwo podczas spaceru po winnicach trafić. Gleba ta jest tak charakterystyczna, że chardonnay traci swe typowe odmianowe cechy i jest bardziej podobny do sauvignon uprawianego w okolicach na podobnym typie gleby.

Zresztą gleba niemal całej Burgundii to wapienna symfonia, odgrywana inaczej w różnych miejscach. Tu i ówdzie pojawia się glina i margle, przykrywające gleby wapienne, w najlepszych wszak miejscach wapień wychodzi na powierzchnię. Może mieć od różne odmiany, inny jest ten, zwany Comblanchien, inny z południowych części Burgundii i każda jego wersja daje inne wina.

Dwieście kilometrów na południe od Chablis zaczyna się najważniejsza część Burgundii – Côte-de-Nuits. Tu powstają najsłynniejsze wina czerwone, innymi słowy największe pinot noir świata. Ta odmiana tu właśnie, na cienkim paśmie malutkich wzgórz zaczynającym się kilkanaście kilometrów za Dijon znalazła swój raj, swą utopię, swe Złote Miasto, czy jakkolwiek to jeszcze nazwać. W Burgundii można też uprawiać gamay, ale takich ziem dla niego szkoda, lepiej sprawdza się bardziej na południu, bliżej pierwszych w tej części Francji granitów. W Côte-de-Nuits każda wioska (village) ma swoje Premier Cru, niektóre mają też Grand Cru. Należy przypomnieć, że system cru jest całkowicie odmienny od bordoskiego. Układa się on w piramidę o szerokiej podstawie, którą tworzą wina z village, najczęściej z terenów płaskich, następnie w zwężającej się kolumnie mamy Premier Cru, których jest dużo; każde nosi inną nazwę; niektóre z nich cieszą się olbrzymim prestiżem, inne mniejszym, wreszcie na szczycie mamy Grand Cru (ledwie 2% całej produkcji burgundzkiej). W Burgundii pojęciem cru oznacza się jeden konkretny kawałek winnicy, podczas gdy w Bordeaux – wszystkie winnice danej posiadłości. Co sprawia, że w Burgundii jedno Premier czy Grand Cru może należeć do kilkunastu winiarzy. Ponadto każde village ma tak zwane climat lub lieux-dit: są to wybrane miejsca, nie wchodzące w skład cru, lecz mające własną specyfikę geologiczną i klimatyczną. Dlatego na etykietce mogą pojawiać się ich nazwy, jak w winie Gevrey-Chambertin En Pallud z naszej degustacji.

Chambolle-Musigny, Morey-Saint-Denis, Gevrey-Chambertin, Vosne-Romanée, Nuit-Saint-Georges – nasza degustacja nie ominie żadnego z tych najsłynniejszych villages. Choć wszystkie leżą tak blisko siebie, wina z nich pochodzące różnią się niekiedy wręcz zadziwiająco. Między Chambolle-Musigny a Nuits-Saint-Georges jest zaledwie kilkanaście kilometrów odległości, a wina mają się do siebie brzoza do dębu. Białych win w Côte-de-Nuits powstaje bardzo mało, głównie na północy. Jak wiadomo biały burgund = chardonnay, i to jest wiedza podstawowa i jedynie słuszna. Dodajmy wszak, że pozostało w tej części regionu jeszcze nieco krzewów pinot blanc i białych mutacji pinot noir; powstaje z nich nieco win, które są raczej kuriozami winiarstwa burgundzkiego. Skoro mowa o winach białych wymieńmy jeszcze bourgogne aligoté, tanie wino codzienne powstające ze szczepu o tej właśnie nazwie i dość rzadkie sauvignon-de-saint-bris, wino z sauvignon powstające w okolicach Chablis. Wina różowych jest bardzo mało, najczęściej powstają w apelacji położonej Dijon, zwanej Marsannay.

Chardonnay pełną gębą pojawia się niżej, tam gdzie zaczyna się druga część środkowej Burgundii – Côte-de-Beaune; razem z Côte-de-Nuits tworząca Côte-d’Or – duchowe centrum regionu. Pinot noir nie osiąga tu na ogół tak fenomenalnej głębi, jak kilkanaście kilometrów wyżej, pielgrzymują tu do niego wielbiciele średnich półek, jednak jego najlepsze realizacje – w Corton, w Volnay, nieco rzadziej w Pommard i w Beaune – nie ustępują w niczym gigantom z Côte-de-Nuits. Tutejszy system cru odwraca sytuację w porównaniu z Północą. Tam nie było żadnych cru dla win białych, tutaj to one dzierżą palmę pierwszeństwa, tak Grand Cru, jak Premier Cru. Wina czerwone – z wyjątkiem Corton – do najwyższej kategorii nie dochodzą, najwięcej, co mogą osiągnąć to Premier Cru. Nasza degustacja obejmuje w sposób naturalny wina białe, różne od Chablis, lecz równie dla „białej” Burgundii istotne, ale też kilka wysokiej klasy win czerwonych z najlepszych miejsc w tym okolicach.

Poniżej Côte-de-Beaune rozciągają się dwa regiony Burgundii Południowej: Côte Chalonnaise (oba kolory win) oraz Maconnais (region wyspecjalizowany w winach białych). Wina stąd pochodzące są o wiele tańsze i, choć i tu nie brak wielkiej klasy butelek, należą do rozdziału „burgundy codzienne”, którego w naszej księdze degustacyjnej nie będziemy otwierać. Do tego typu win należy też dziwne wino zwane Bourgogne Passetoutgrains; jest to jedyny możliwy regulaminowo kupaż w Burgundii: pinot noir i gamay. Ale i nim się nie zainteresujemy.

Kilka słów o producentach degustowanych win. Przedstawiani są oni zgodnie z burgundzką mapą od północy do południa; ich króciutkie prezentacje pisane były przed degustacją. Po każdej notce o producencie podaję nazwę degustowanego wina i kilka uwag o nim po degustacji.

YONNE

DOMAINE LONG-DEPAQUIT
Jedna z czołowych (jednak nie zaliczana do ścisłej ekstraklasy) i większych posiadłości (aż 65 ha) w Chablis, należąca dziś do négociant Bichota. Do degustacji przewidziano dwa flagowe wina Grand Cru Les Clos i Grand Cru La Moutonne. Szczególnie ciekawe jest to drugie. Niektórzy twierdzą, że w istocie nie jest to jeden z 7 Grand Cru wyróżnionych oficjalnie w Chablis, lecz marka. Jednak zwyczajowe uchodzi za 8 Grand Cru.

La Moutonne to zakątek ziemi, należący w całości do posiadłości, leżący pomiędzy Grand Cru Les Preuses i Grand Cru Vaudésir. Jest to najbardziej nasłonecznione miejsce w całym Chablis. Wina stąd są pełne (co podkreśla spory udział beczki w ich wychowaniu), lecz raczej delikatne. Les Clos uchodzi natomiast za siedlisko najbardziej rasowe w Chablis; wina stąd są potężne, długie. Rocznik 1996 w Chablis został uznany za nadzwyczajny, najlepszy w ciągu ostatnich 16 lat. Może mu dorównać rocznik 2005.

1. CHABLIS GRAND CRU LA MOUTONNE MONOPOLE 1996 Wino okazało się krągłe, bardzo dojrzałe, z podskórnymi nutami kredowymi (czy nawet mokrej kredy, tak typowymi dla Chablis) i ładną, cytrusową kwasowością. Bez nadzwyczajnej długości, harmonijne, dojrzałe, z resztkami nut beczkowych, lecz nie dla zwolenników rasowych, „pionowych” w rysunku Chablis. W opinii dwóch osób najlepsze białe wino degustacji. Dobrze ilustrujące swe miejsce pochodzenia – La Moutonne, dające chablis bardziej słoneczne i pastelowe.

2. CHABLIS GRAND CRU LES CLOS 1996
Większa kwasowość i struktura, ciągle obecne nuty beczkowe (dość charakterystyczne dla winifikacji w tej posiadłości), nieco większa też mineralność niż w winie poprzednim, choć precyzja nut mineralnych nie tak ujmująca jak w La Moutonne. Bardzo dobre, jeszcze młode chablis z górnej półki, nie powalające; dobrze przyjęte, choć w ogólnej opinii mniej wciągające niż najlepsze białe wina tej degustacji.

COTE-DE-NUITS

DOMAINE SYLVIE ESMONIN
Posiadłość nieobecna w przewodniku Parkera (wyd. 2000), ani u Andrew Jefforda (znanemu angielskiemu dziennikarzowi wyspecjalizowanemu w winiarskiej Francji) w „New France”, w przewodnikach francuskich wymieniana na jednym z pierwszych miejsc w Côte-de-Nuits. 7 ha w gminie Gevrey-Chambertin, gdzie królują Grand Cru z nazwą Chambertin w tytule. Ale Clos Saint-Jacques jest wedle wielu koneserów miejscem mogącym się z tutejszymi Grand Cru równać, a fakt, że nie zostało beneficjentem tej kategorii, jest wynikiem historycznej pomyłki. Jest to nadzwyczajne siedlisko, jedno z najlepszych w całej Burgundii. Gdybym miał powiedzieć w ciemno, które wina okażą się w degustacji najlepsze, wskazałbym na nie w pierwszej kolejności.

3. GEVREY-CHAMBERIN PREMIER CRU LE CLOS SAINT-JACQUES 1995
Dla prowadzącego degustacje i dwóch innych uczestników spotkania jedno z dwóch najlepszych win degustacji, łączące aksamitną już niemal delikatność z dużą dojrzałością. Dość mocne likworowe nuty, jednak bez cienia ociężałości, w ustach pierwsze cechy wina, które zaczyna się starzeć, szlachetne i równoważone pełną, choć dyskretną owocowością, a wszystko nadzwyczaj eleganckie.

DOMAINE PIERRE BERTHAU
Jest to mniej znana posiadłość; jej wino otwierało degustację niejako na rozgrzewkę. Chambolle-Musigny to apelacja dająca z całej Côte-de-Nuits wina najdelikatniejsze. Wino jest typu „village”, podstawowe dla apelacji.

4. CHAMBOLLE-MUSIGNY 1996
¦wietnie ilustruje charakter tutejszych win, kwiatowo-owocowe nuty w bardzo ładnym, zniuansowanym bukiecie, jednym ze zdecydowanie najładniejszych ze wszystkich tego dnia, usta bardzo delikatne, ze sporą kwasowością, w końcówce mniej pełną. To skromne podstawowe wino okazało się jedną z rewelacji spotkania. Degustowane jako pierwsze dało wysokie, próbne „a”.

DOMAINE MAUME
Niewielka, mniej znana, tradycyjna posiadłość w Gevrey-Chambertin, w rękach rodu Maume od 1957 roku. 4,5 ha, w tym ciekawa parcelka (klasyfikowana jako „village”) zwana En Pallud (ok. 0,6 ha, krzewy 45-50 letnie), granicząca z Premiers Crus. Daje wina dość szorstkie, rustykalne, typowe dla tradycyjnych win z Gevrey. Posiadłość prowadzona w systemie „lutte raisonnée” (czyli trochę chemii, trochę natury z naciskiem na tę drugą). Winifikacja a la Accad, to znaczy z maceracją przedfermentacyjną. Pełne odszypułkowanie, 30% nowej beczki dla win wyższej klasy (aż do 24 miesięcy), starzenie bez odciągów na ogół, bez filtracji i klarowania, w sumie mariaż tradycji i nowoczesności. Wina przeznaczone do długiego starzenia się.

5. GEVREY-CHAMBERTIN EN PALLUD 1996
Wino również okazało się wierne stylowi Gevrey-Chambertin Village, a zwłaszcza temu, co wiemy o nim «z góry», na podstawie charakterystyki siedliska En Pallud. Z trzech północnych villages: Chambolle-Musigny, Morey-Saint-Denis i Gevrey-Chambertin było najtwardsze, najbardziej rustykalne, najbardziej odpowiadające obrazowi burgunda chłopskiego, z charakterem; przeciwieństwo delikatnego burgunda „arystokratycznego”.

DOMAINE HUBERT LIGNIER
Parker, który daje posiadłości najwyższą notę – aż pięć gwiazdek, dziwi się, że nie jest ona w Europie zbyt znana. Przesadza, ale faktem jest, że zabrakło jej w ostatnim wydaniu „La Revue du Vin de France” (co może być wynikiem lekceważenia przewodnika przez producenta), a i Jefford w „New France” poświęca jej ledwie parę zdań. Wcześniej posiadłość nie miała wielkich ambicji, po odkryciu jej przez Parkera zaczęła się na nią hossa. Przedstawiam jej podstawowe wino w celu porównania go z innymi „villages” – chambolle-musigny i gevrey-chambertin. Morey-Saint-Denis daje na ogół wina mniej eleganckie niż Chambolle, lecz nie tak z kolei potężne jak Gevrey.

6. MOREY-SAINT-DENIS 1996
Z trzech wymienionych wyżej villages wino miało najbardziej „regularne” usta, z większą materią niż chambolle, z większą ogładą niż gevrey. Bukiet nie tak eteryczny jak w chambolle, lecz całość bardzo dobra, wszystkim smakowało, choć niektórzy uczestnicy preferowali zwiewność i lekkość chambolle.

DOMAINE JEAN GRIVOT
Posiadłość (15 ha) usytuowana jest w Vosne-Romané i z tej gminy pochodzi większość win. Etienne Grivot, znany ze swego perfekcjonizmu, przez długi czas współpracował z jedną z największych osobistości Burgundii, Guy Accadem, postacią bardzo cenioną i bardzo kontrowersyjną. Opracował on własną metodę pracy, której najistotniejsza część polegała na zimnej prefermentacji (wymagającej sporych dawek SO2; którego póĽniej można było w zamian już nie dodawać); niegdyś to była rewolucja, dzisiaj technikę tę stosuje się na świecie powszechnie; wedle jej przeciwników wadą jest nadmiar owocowych zapachów, zwłaszcza w winie młodym. Wina Grivota są przeciwieństwem win Montille’a czy Gougesa. Jeffordowi powiedział: „Kiedy masz wino w ustach, nie powinno ono tobą wstrząsnąć. Powinno być pieszczotą”. Jesteśmy tu – przynajmniej w teorii – w krainie łagodności i kociej harmonii. Jest to Burgundia nieco zreformowana. Wina są pełne, z miększymi garbnikami. Inny cytat, w którym Grivot mówi o budowie, o strukturze swych win: „Kwadrat w kole. Z koła nic nie może wystawać”. Grivot zbiera grona dość póĽno, zależy mu na poważnej materii, pełnej, z miękkimi garbnikami. Używa – jak bardzo wielu czołowych winiarzy - drożdży tylko naturalnych. Nie klaruje i nie filtruje win (ale nikt spośród liczących się winiarzy Burgundii win już nie filtruje).
Grivot praktykował kilka miesięcy w Kalifornii i wyznaje swój dług wobec lekcji nowoświatowej, jaką tam pobrał. W młodych winach, które parokrotnie degustowałem, jest sporo palonych aromatów pochodzących z nowej beczki. Premier Cru Les Suchots, degustowane dzisiaj, jest najlepszym pośród wszystkich premiers crus w Vosne-Romanée. Gdyby doszło kiedyś do nowej klasyfikacji, uznane by zostało za Grand Cru.

7. VOSNE-ROMANEE PREMIER CRU LES SUCHOTS 1996
Wino wychodzące poza klimat większości przedstawionych burgundów; najbardziej beczkowe, ze sporym ekstraktem, wydaje się jeszcze młode, lecz nieco trudno wyobrażać sobie jego ewolucję i mieć pewność, że wessie nuty beczkowe. Z pewnością atrakcyjne, znakomicie zrobione; gdyby było pite w ciemno z wybitnymi nie-burgundami mogłoby odnieść duży sukces, lecz degustujący postawili na większą świeżość innych win.

DOMAINE HENRI GOUGES
Bardzo zasłużona dla Burgundii posiadłość, albowiem tutaj już w latach 20-tych butelkowano wina na miejscu (zwyczaj, który przyjął się w Burgundii bardzo póĽno), a Henri Gouges był współtwórcą systemu apelacyjnego w latach 30-tych. Dzisiaj rodzina Gouges’ów posiada ok. 14 ha w gminie Nuits-Saint-Georges, w tym parcele w kilku najlepszych premiers crus. W gminie tej nie ma grand cru, lecz gdyby były, degustowane Les Saint-Georges 1995 miałyby szansę otrzymać tę dystynkcję. Gouges jako jeden z nielicznych winiarzy w Cote-de-Nuits produkuje białe wina (z białych mutantów pinot noir), lecz oczywiście słynie z win czerwonych; ich cechą jest długowieczność i rygor oraz względna surowość w młodym wieku – podobnie jak w winach Montille’a, o którym mowa niżej.

8. NUITS-SAINT-GEORGES PREMIER CRU LES SAINTS-GEORGES 1995
Aż dla pięciu uczestników najlepsze wino degustacji. Ciągle młode, z rejestru burgundów potężnych, nieco mrocznych; szerokie, pełne, długie, zamaszyste, z dosyć mocną – w zestawieniu z innymi – szatą. Najbardziej siłowe wino degustacji, podparte dobrą kwasowością

COTE-DE-BEAUNE

DOMAINE DU CHATEAU DE CHOREY
Jedna z lepszych posiadłości wytwarzających wino w «drugoligowych» apelacjach burgundzkich, jak Chorey-Les-Beaune czy degustowane dzisiaj Pernand-Vergelesses. 17 ha (w tym 4 ha chardonnay). Wina winifikowane tradycyjnie, długowieczne. Będzie okazja sprawdzić jak wielki 1996 sprawdził się w wypadku win niższej klasy. Najtańsze wino degustacji.

9. PERNAND-VERGELESSES 1996
Łatwo rozpoznawalne chardonnay, którego „burgundzkość” wyraża się w wysublimowaniu nut beczkowych i maślanych. Piękna, żywe barwa, spora materia bez większej elegancji, bardzo dobre wino na wstęp do białych burgundów

DOMAINE BONNEAU DU MARTRAY
Obecnie – wedle przewodnika pisma „La Revue du Vin de France” (dawniej „Bettane-Desseauve”) – najlepsza obok Domaine d’Auvenay – posiadłość w Cote-de-Beaune, oznaczona trzema gwiazdkami, czyli najwyższą notą. Z pewnością wywalczyły ją słynne Corton-Charlemagne, tutejsze białe Grand Cru, będące specjalnością posiadłości. Pinot noir uprawia się tu zaledwie na 1,5 ha (wygląda to jak wyspa otoczona chardonnay). Powstaje z nich Grand-Cru Corton (jedyne z poważnych siedlisk w Burgundii z częściowo zachodnią ekspozycją). Właściciel, Jean-Charles le Bault, jest architektem z wykształcenia i chętnie mówi o rysunku swych win i o ich precyzji. Andrew Jeffordowi cytował swe ulubione zdanie Ingresa. „Rysunek jest prawdą sztuki”. W naszej degustacji, poświęconej przede wszystkim winom Premier Cru i Village jego Corton odgrywa rolę bonusa. Kończy on spotkanie, przesuwając je w czasie o 2-3 dodatkowe lata w tył. Wybrany został bowiem rocznik 1993, ogólnie słabszy, ale u Bonneau du Martray lepszy i wedle zapewnień ciekawy. Nie piłem win tej posiadłości młodszych niż 1999; polegam na zdaniu na innych. Rocznik 1993 był jeszcze winifikowany przez ojca dzisiejszego właściciela, wielkiego – jak mi wyznał kiedyś – przyjaciela Polaków.

10. CORTON GRAND CRU 1993
Dla pięciu uczestników najlepsze wino degustacji. W skali stylistycznej najbardziej może środkowe – bez potęgi Nuits-Saint-Georges, bez delikatności Chambolle. Bardzo, bardzo harmonijne, zarazem już wiekowe (pierwsze nuty używek: kawy, herbaty) i jeszcze młode (mnóstwo zachowanego owocu). Duża klasa.

DOMAINE LOUIS JADOT
Jedyne wino w degustacji pochodzące od wielkiego - i znanego wszędzie - négociant, czyli kogoś, kto robi wina ze skupowanych winogron (aż w 38 apelacjach). Wedle powszechnej opinii jest to spośród négociant nazwisko najbardziej godne zaufania – co nie znaczy, że nie sparzyłem się na kilku jego winach (dostępnych w Polsce, raczej tych z niższej półki). Tutejszy winifikator złota rączka, Jacques Lardiere, uznawany jest za jeden z największych talentów w swym zawodzie. Znany jest z tego, że przeprowadza fermentację w bardzo wysokich temperaturach (nawet w przypadku win białych, co jest ewenementem) i przedłuża macerację. Les Avaux winifikowane są przy otwartej kadzi – co kiedyś było w Burgundii regułą.

11. BEAUNE PREMIER CRU LES AVAUX 1995
Gdyby należało wybrać wino, którym chciałoby się zachęcić do picia burgundów polskiego konsumenta, takiego, co burgundów nie zna, wybór musiałby paść na to wino. Wyjątkowo atrakcyjne, smaczne, z bardzo miękkimi garbnikami, doprawdy dobre – ale w opinii wszystkich nie miało burgundzkiej rasy i burgundzkiej typowości innych win tej degustacji.

DOMAINE DE LA POUSSE D’OR
Złożone są ostatnie dzieje tej posiadłości (14,5 ha), uchodzącej do 1997 za czołową w Cote-de-Beaune. Po śmierci Gerarda Potela, tutejszego zarządcy i winifikatora, jednej z najbardziej charyzmatycznych postaci w Burgundii (zmarł w dniu, w którym właściciele zadecydowali o sprzedaży posiadłości Australijczykom), mocno ona podupadła i dopiero w ostatnich dwóch rocznikach odzyskuje blask i wedle powszechnej opinii za rok, dwa, będzie znowu wielka, dzięki odzyskanej elegancji swych win. Tutejsze wina powstają w apelacji Volnay, uznawanej za najlepszą dla win czerwonych w całej Cote-de-Beaune (obok sąsiedniego Pommarda, lecz opinie są podzielone: niektórzy uważają, że Pommard, bardzo znany, jest najbardziej medialną i przereklamowaną spośród wielkich apelacji burgundzkich). Wedle tradycyjnego, podręcznikowego oglądu rzeczy, wina z Volnay są delikatne (w czym przypominają nieco Chambolle-Musigny), bardziej harmonijne i finezyjne zwłaszcza w zestawieniu z szorstkimi Pommardami. Uznaje się też powszechnie, że to tu trafiają się najlepsze okazje cenowe wobec jakości proponowanych win. Do degustacji przewidziane zostało wino z bardzo znanej, niewielkiej parceli Premier Cru Les Caillerets 60 Ouvrées Monopole, należącej w całości do posiadłości (stąd nazwa Monopole). Jest to ostatni rocznik winifikowany przez Gerarda (wspomaganego przez syna Nicolas, który dzisiaj jest jednym z najbardziej znanych winifikatorów burgundzkich) i wypijemy je w hołdzie dla Jego pamięci.

12. VOLNAY PREMIER CRU LES CAILLERETS 60 OUVREES MONOPOLE 1996
Gdybym miał wybrać najlepsze wino degustacji, ostatecznie wskazałbym na to właśnie – ucieleśnienie burgunda aksamitnego, delikatnego, zwiewnego. Bardzo cicho, lecz wyraziście wygrywane wszystkie nuty, elegancja Volnay doprowadzona do apogeum. Już dawno nie czułem takiego uniesienia i poczucia harmonii, jak przy paru łykach tego wina.
DOMAINE DE MONTILLE
Z rodem Montille’ów mogli zapoznać się bliżej ci, którzy oglądali słynne „Mondovino”. Nestor rodu Hubert jest jego głównym, „białym” bohaterem; co prawda sprzecza się niekiedy z synem Etiennem, który dzisiaj już samodzielnie prowadzi posiadłość, oraz z córką, piękną Alice, jednak wszyscy Montille’owie są przedstawieni jako strażnicy winiarskiej Europy rodzinnej i jej tradycji (posiadłość należy do rodu od 400 lat).
W istocie, wina Montille’ów, przede wszystkim te tworzone przez Huberta do roku 1998, uchodzą za wcielenie Burgundii tradycyjnej, nie idącej na żadne kompromisy ze smakiem nowoczesnym. To jedne z tych win, które wymagają długiej kwarantanny i często nie osiągają dojrzałości przed 15, a w najlepszych rocznikach nawet 20 rokiem życia. Sprawia to, że nie zawsze wina te podobają się podczas degustacji porównawczych, gdyż bronią do siebie dostępu swą twardością; zdarza się, że niekiedy po drodze nie dochodzą do apogeum (powiada się o nich, że „umierają stojąc”), przeto ich wybór do degustacji jest zawsze powiązany z ryzykiem; jak pisze jeden z krytyków elegancko: „młodsze wina de Montille’a są nieco zbyt wzniosłe”. Jednak wielu komentatorów francuskich ceni wina Montille’ów nadzwyczaj wysoko, uznając posiadłość – nie wiedzieć czemu nie cenioną przez Anglosasów; nieobecną w Parkerowskich „Winach świata” w wydaniu z roku 2000, lekceważoną przez Hugh Johnsona i nawet przez Andrew Jefforda – za absolutnie pierwszoplanową w Cote-de-Beaune. Znam takich miłośników burgundów, którzy wina robione przez Etienne’a, czyli wina z ostatnich 6-7 lat, uznają za zbyt łagodne w porównaniu z winami ojca, sam Etienne mówi, że religijna asceza młodych win ojca nieco go odstręcza.
Montille’owie mają 9,5 ha winnic, z tego ponad 7 w samym Pommard i Volnay, gdzie powstają ich najlepsze wina. Nie są one, poza rzadkimi wypadkami, szaptalizowane (szaptalizacja jest w Burgundii, podobnie jak w Bordeaux, zabiegiem częstym). Ekstrakcja jest łagodna, bardzo lekka; nie szuka się tu win z wielką materią; naturalną siłę (mocne garbniki i kwasowość) dają tutejsze siedliska, zwłaszcza te w Pommard. Winogrona nie są zbierane zbyt póĽno, by uniknąć właśnie nadmiaru „ciała”; uprawa winnic jest określona jako „bio”, czyli organiczna; stosuje się zielone zbiory (co też nie jest w Burgundii regułą). Hubert de Montille nie stosował pełnego odszypułkowania, co jest zgodne z burgundzką tradycją. Nie stosuje się również modnej także w Burgundii maceracji przedfermentacyjnej, winifikacja jest tradycyjna, pigeage, odciągi, o każdej operacji decydują częste degustacje. Nowych beczek kupuje się co rok tylko od 20 do 30%.
Najbardziej znanym winem Montille’ów jest Pommard PC Les Rugiens (terroir uznawane za bodaj najlepsze w apelacji, ale dające wina potężne, z dużą kwasowością). Jest to jedno z najbardziej znanych win Premier Cru w całej Burgundii. Rocznik 1996, który dzisiaj degustujemy, jest dla tego miejsca wybitny, ale też „klasyczny”: podbija jeszcze garbniki i kwasowość. Dodam, że wino zostało wybrane po dłuższej dyskusji z moimi paryskimi doradcami; nie byli pewni, czy się Państwu spodoba.

13. VOLNAY PREMIER CRU LES MITANS 1995
W porównaniu z poprzednim Volnay wino silniejsze, jeszcze nie w pełni gotowe do picia, jak zresztą zostaliśmy o tym uprzedzeni w liście Etienne Montille’a; tym niemniej od razu dostrzegalna świetna równowaga.

14. POMMARD PREMIER CRU LES RUGIENS 1996.
To wino ze wszystkich degustowanych okazało się „najmłodsze” w tym sensie, że jeszcze najmniej rozwinięta. Podręcznikowa „surowość” premier cru Les Rugiens potwierdziła się w pełni; jednocześnie pełna obecność bardzo świeżego, nie skonfiturowanego owocu zapowiada wybitną starość tego wina. Nie zrobiło takiego wrażenia jak inne, lecz za parę lat mogłoby „wygrać” tę degustację w cuglach.

DOMAINE PIERRE MOREY
Pierre Morey jest zarządcą Domaine Leflaive, z której pochodzą słynne białe Montrachet i Puligny. Ma też swoje 9 ha winnic, prowadzonych biodynamicznie; skupuje także nieco gron od innych winiarzy. Dwie gwiazdki w przewodniku „La Revue du Vin de France”. Styl win jest elegancki, smukły – jak większości producentów dobranych do spotkania.

15. MEURSAULT 1996
Jedna z rewelacji naszego spotkania. Znakomite meursault z gron pochodzących spoza premier cru, jeszcze bardzo młode, świetna równowaga, cytrynowo-grejpfrutowa kwasowość i pełna materia przypominały nieco w gamie smakowej wysokiej klasy tokaje trzyputtonowe. Wino bardzo reprezentatywne dla apelacji, która, choć graniczy z Puligny, daje wina o wiele mocniejsze niż jej sąsiad, ale pełne mineralności. Dla prowadzącego degustację chyba najlepsze wino białe, do którego tęsknota trawi go jeszcze, gdy pisze te słowa.
DOMAINE MICHEL PRUNIER
Posiadłość bardzo znana przed dekadą, ostatnio wiedzie się jej o wiele gorzej. Jest nadzieja, że wino sprzed 10 lat, ze starych krzewów w apelacji – również „drugoligowej” – Auxey-Duresses, położone blisko Meursault (Auxey-Duresses to Meursault dla ubogich) potwierdzi dawną famę. Jedno z najtańszych win degustacji. 16. AUXEY-DURESSES VIEILLES VIGNES 1996
I to wino okazała się – na swoją nieco mniejszą skalę – rewelacją degustacji. Jako kuzyn Meursault wypadło bardzo okazale; charakter szczepu został przekroczony. Piekielnie smaczne, jeśli nawet niezbyt długie i skomplikowane. Bardzo dobra cena.

DOMAINE CHARTRON ET TREBUCHET
Kiedy ma się do dyspozycji takie siedlisko jako Premier Cru Les Caillerets w apelacji Puligny-Montrachet, nie może być Ľle. Wina są robione z myślą o ich długowieczności. Używa się tu bardzo oględnie bâtonnage, czyli mieszania osadu w beczce, co jest wyborem w Burgundii rzadkim, jednak wedle właścicieli takie postępowanie przedłuża winu życie, choć w młodości nie jest ono efektowne. Wszystkie wina z lat 1995 i 1996 uzyskały wysokie oceny u Parkera. Najdroższe wino degustacji.

17. PULIGNY-MONTRACHET PREMIER CRU LES CAILLERETS 1995
Bukiet tego wina (jeszcze ciut beczkowy) można było wąchać w nieskończoność. Dlatego degustacja zakończyła się o 18. Dla niemal wszystkich najlepsze wino białe spotkania.

WNIOSKI, WRAŻENIA I SUKCESY
Po – powiedzmy szczerze – katastrofalnej degustacji burgundów przed trzema laty (wiele bardzo słabych win od znanych négociants było skandalicznie kiepskiej jakości), po której wielu jej uczestników nabrało do Burgundii winiarskiej uprzedzeń, spotkanie z winami z roczników 1995 i 1996 naprawiło z nawiązką szkody. Te same osoby, które wówczas nie kryły rozczarowania, teraz deklarowały swą miłość do win burgundzkich i chęć kolejnych burgundzkich degustacji. Czuję się cokolwiek propagandystą sukcesu, pisząc te słowa, mam jednak poczucie, że była to najlepsza degustacja, jaką miałem zaszczyt prowadzić w Collegium Vini. Oczywiście, okoliczności sprzyjały, dobry dzień, dobre bioprądy, żadnej butelki korkowej. Jednakże zwycięstwo nam wszystkim przyniosły same wina.

Nie było wśród nich żadnego wina słabego, czy nawet „jako takiego”, degustacja zaczynała się od 3000 metrów i chwilami dochodziła do, powiedzmy, 7000. Czy byliśmy nawet na ośmiotysięcznikach? Na to pytanie odpowie bliska, mam nadzieję, degustacja Grand Cru z tych samych roczników. Najbardziej jestem zadowolony z faktu, że różnorodność win, choć przecież pochodzących z jednej tylko odmiany, pinot noir lub chardonnay, potwierdziła niesłychane zróżnicowanie burgundzkiego terytorium. Różnice między winami były dosłownie podręcznikowe: chambolle miał być delikatny – był; meursault miał być pełniejszy od puligny – był, itd., itd. W trwającej od lat długich dyskusji o roli terroir – micie, czy fakcie? – po degustacji jak ta lutowa moglibyśmy z czystym sumieniem oddać głos na „terroirystów”. Trzeba też powiedzieć, że wina zostały dobrane pod tym kątem, czy z takim założeniem. Chciałem w miarę możliwości uniknąć burgundów nadto modernistycznych, ze zbyt dużym ekstraktem, z nadto ugładzoną kwasowością, ze zbyt dużym alkoholem. Gdybym dzisiaj miał po raz drugi dobierać wina, powtórzyłbym selekcję niemal w 100%. Wolałbym może sięgnąć po inne chablis, jeszcze bardziej mineralne i zastanawiałbym się nad innym Vosne-Romanée, mniej „beczkowym”, choć to przedstawiane było z najwyższej półki i wysokiej jakości.

Niespodzianką była dla mnie bardzo wysoka ocena i świetne przyjęcie przez uczestników win białych; przed degustacją nieco obawiałem się konfrontacji z burgundzką interpretacją chardonnay, zastanawiałem się, czy by nie zmniejszyć ilości win białych na rzecz czerwonych. Dzisiaj wprost przeciwnie, dobrałbym jeszcze win białych. Sama konfrontacja roczników 1995 i 1996 zeszła na drugi plan; podział win nie był równy, zresztą uwaga była bardziej skoncentrowana na poszczególnych prezentowanych apelacjach. W trakcie degustacji – jeśli mogę pozwolić sobie na takie wyznanie – miałem parokrotnie poczucie najwyższej błogości, dawno tak intensywnie (w trakcie picia wina) nie odczuwanej. Tak jakby udało się nam zrzucić ciężki gorset zbyt wielu bylejakich, przeciętnych, nudnych win, które pijemy zazwyczaj i sięgnąć do prawdziwego skarbca winiarstwa. Po ośmiu godzinach miałem wrażenie, że już starczy, że jestem nasycony, że od burgundów trzeba będzie trochę odpocząć. Kilka godzin póĽniej tęskniłem, jakby dzieliły mnie od nich świetlne lata.

powrót do strony głównej