o nas kursy dla firm karty CV enoturystyka wydarzenia czytelnia informator

SZKOLENIA DLA FIRM
• Komentowane
  degustacje win

• Degustacje na opak
• Komentowane kolacje
• Indywidualne szkolenia
  winiarskie

• Wyjazdy z winem w tle

KURSY WIEDZY O WINIE
• ENO 1W - info, program
Zgłoś się na kurs
Regulamin ENO1

• ENO 2 - info
Regulamin ENO2/ENO3/ENO4

Archiwum kursów

Numer konta
   bankowego


KURS W PREZENCIE

NAJBLIŻSZE KURSY PODSTAWOWE
WARSZAWA WARSZAWA
• 14/15 maja 2016 rezerwuj
wolne miejsca: 10
Wojciech BOŃKOWSKI
WŁOCHY - kurs ENO 2
Warszawa, 1.04.2006


Kwietniowy kurs ENO2, kolejny w ostatnich miesiącach poświęcony winom włoskim, okazał się zadaniem zarazem trudnym i podniecającym. Trudność polegała na tym, że w odróżnieniu od wcześniejszych kursów regionalnych tym razem mieliśmy spojrzeć na Włochy z lotu ptaka i liczbą 18 win objąć cały kraj.

Zaczęliśmy od sześciu win białych. Cavalleri Franciacorta Brut Blanc de Blancs było z pewnością idealnym winem na drugie śniadanie, w którym nuty cytrusowe i finezyjne bąbelki, budzące do życie zmysły przymglone wczesną dla wielu pobudką, równoważyło miodowe bogactwo wina, starzonego ponad dwa lata na osadzie.

Z Lombardii przejechaliśmy sto kilometrów na wschód, za Weronę, by spróbować Soave Classico 2003 od braci Gini. Dla niektórych wino zbyt mało aromatyczne i wyraziste, inni doceniali jego stonowaną mineralność i ładnie wyważoną, jabłkową kwasowość.

Po tym dość prostym winie szersze horyzonty otworzyło Collio Sauvignon Blanc Valbuins 2003 Livona. Wino dalekie było od agrestowo-cytrynowej ostrości francuskich czy nowoświatowych interpretacji tego szczepu; w szerokim bukiecie obok dojrzałych jabłek pojawiały się wręcz nuty egzotyczne, w ustach wino było znakomicie napięte, mineralne, długie.

Ale zwolenników znalazło też następne wino, Franz Haas Manna 2001, autorska kompozycja Rieslinga, Sauvignon, Chardonnay i Gewürztraminera. W tym starszym roczniku poszczególne składniki kupażu zdążyły się już ze sobą stopić, ani w bukiecie, ani w smaku nie były wyczuwalne nuty typowe dla któregoś szczepu; zamiast tego mieliśmy sinfoniettę cytrusów, miodu, wręcz owocowego likieru, podbitych dojrzałą nutą naftową. Wino niewątpliwie bardziej problemowe niż Valbuins, choć trochę krótsze i mniej mineralne; ostatecznie zdobyło jednak tytuł najlepszego wina białego degustacji.

Spróbowaliśmy także dwóch win białych z południa Włoch. Proste, ale typowe i smaczne Vermentino di Gallura Superiore Canayli 2004 ze spółdzielni Gallura kojarzyło się z morską bryzą i owocami morza na talerzu; z kolei egzotyczne i widowiskowe Planeta Cometa 2004 podobało się wszystkim, ale nie wzbudziło zachwytów; uczestnicy woleli spojrzenie w głąb ziemi, jakie proponowały wina z Północy od wyczuwalnego alkoholu i bezczelnie intensywnych smaków owocowych Comety.

Kontynuowaliśmy jednak spotkanie z winami Południa, przechodząc do butelek w kolorze czerwonym. Tutaj strzały były bardziej udane. Stosunkowo najmniej emocji przy jednogłośnym uznaniu swej klasy wzbudziło Cusumano Benuara 2002, kupaż Nero d’Avola i Syrah od tego coraz wyżej cenionego producenta z Sycylii. Bukiet tego wina był bardzo intensywny, obok porzeczek i wiśni dominowała w nim nuta asfaltu, przypominająca poza Sycylią wina z Nowego Świata - choć w ustach Benuara było bardzo wytrawne i zdecydowanie europejskie.

Kolejny próbowany tercet to już winiarska ekstraklasa. Winem D’Angelo Canneto 2001 zetknęliśmy się ze znakomitym, najlepszym na Południu szczepem Aglianico, który – choć jego mocne, ziemiste garbniki z pewnością nie były pieszczotliwe – zaczarował czystością i głębią swej wiśniowej pestki. Cecubo 2001 od Villa Matilde wzbudziło zrazu zapachowy skandal – zgodnie ze swym zwyczajem pomimo godzinnej dekantacji było niezwykle zredukowane, a najłagodniejszy opis, jak padł z ust obecnych, to „obornik”. Pomimo jednak niezbyt czystego aromatu wino broniło się w ustach koncentracją, wyrazistością swych rustykalnych garbników; dreszczyku emocji dodała też obecność w Cecubo arcyrzadkiego, niemal dziś wymarłego starożytnego szczepu Abbuoto.

Na tym tle Argiolas Korem 2000 był winem z pewnością bajecznie atrakcyjnym, słodkim, kwiatowym, dzięki obecności Carignano i Cannonau (Grenache). Wino w tej chwili już lekko dojrzewające (w odróżnieniu od wciąż bardzo młodych i surowych Canneto i Cecubo), z lekkim posmakiem balsamicznym od starzenia w starych beczkach. Jednak głębia i szlachetność faktury tego wina nie ulegały wątpliwości, a całość przemówiła oryginalnym, czystym głosem dowodząc, że na Sardynii potrafią znaleźć złoty środek pomiędzy tradycją a nowoczesnością.

Po przerwie ruszyliśmy śladem dawnego Królestwa Obojga Sycylii na północ, do ojczyzny wielkich win czerwonych, czyli Piemontu. Zaprezentował typowe interpretacje dwóch klasycznym szczepów piemonckich: Rivetto Dolcetto d’Alba Ercolino 2004 (mięsiste, krwiste, skoncentrowane, z typowymi mocnymi garbnikami i lekką nutą kwiatową) i Cordero di Montezemolo Barbera d’Alba Funtaní 2003 (zrazu mocno beczkowe, otwierające się w kierunku smaków wiśniowych i niezłej żywości).

W powietrzu czuć było już oczekiwanie, bowiem kolejną butelką miało być Roberto Voerzio Barolo Cerequio 1994, starszy rocznik tego dziś szalenie sławnego i kosztownego wina, wypatrzony w piwnicy jednego z polskich importerów. Była więc okazja spróbować wina z pewnością dojrzałego (choć jeszcze świeżego; wytrzyma w dobrej piwnicy jeszcze kolejnych 5 lat), o bardzo pięknym, złożonym, harmonijnym bukiecie i szczerych, nieco miękkich ustach – co typowe dla nowoczesnych Barolo, starzonych w nowych beczkach, których Voerzio jest jednym z mistrzów – może mniej zachwycających niż bukiet, ale z pewnością szlachetnych.

Ale głosy uznania zebrało też wino kolejne, dokładna odwrotność Cerequio: Tenuta San Leonardo Villa Gresti 2000, wino ze słynnej posiadłości w Trydencie, oparte głównie na Merlocie, było wciąż bardzo młode, mięsiste, nieprzeniknione, choć jego znakomitej jakości owocu nie można było zaprzeczyć. Warto będzie spróbować go za 10 lat. Sięgając zaraz potem po Fratelli Tedeschi Amarone della Valpolicella 2001 zatoczyliśmy niejako koło, powracając do winiarskiej Werony. Świetne wrażenia z tej butelki można streścić słowami: typowe, zmysłowe, szlachetne i po prostu pyszne. Jeden z uczestników wyznał wręcz, że Amarone piłby chętnie codziennie (niżej podpisany także). Wino poprzez technikę produkcji (suszenie gron na rodzynki) o wiele łatwiejsze w piciu już dzisiaj, niż Villa Gresti czy poniżej opisane wina toskańskie, choć przecież także z dużym potencjałem dojrzewania.

Środkowe Włochy reprezentowały trzy ostatnie wina. Dino Illuminati Montepulciano d’Abruzzo Riserva Zanna 2000 ambasadorowało wybrzeżu adriatyckiemu i najjaśniejszej obecnie gwieździe mniej znanej winiarskiej Italii, szczepowi Montepulciano. Wino bardzo dobrej klasy, czekoladowo skoncentrowane, z niuansem powideł dostrzeżonym wcześniej w Amarone, dobrze taniczne, natomiast prostsze od innych win sesji popołudniowej i bez polotu win prawdziwie wielkich.

Wielkość musnęła nas swym skrzydłem, po czym odleciała zasnąć w piwnicy na 10 lat, gdy do kieliszków trafiło Chianti Classico Riserva Rancia 1999 ze słynnej Fattoria di Felsina. Wino atramentowo ściśnięte, nieskore do dłuższej rozmowy, wszak pokazujące już dziś szlachetność pochodzenia w nutach mineralnych i znakomitej jakości czystego jak zdrój owocu. O ile Rancia dawała przyjemność raczej intelektualną, filozoficzną aniżeli czysto zmysłową, o tyle Casanova di Neri Brunello di Montalcino 2000 w udany sposób łączyło przeciwieństwa i pokazało, dlaczego Brunello jest dla wielu najlepszym winem włoskim. Wino dalekie od dojrzałości, ale otwarte, elokwentne; leciutko jeszcze beczkowe w bukiecie i zdradzające gorący rocznik (nuta asfaltu i mięty), w ustach znakomicie wyważone, soczyste, z zaskakującą, ożywczą kwasowością i jakością owocu godną renomy tego wina. W przeprowadzonym naprędce rankingu Brunello zajęło ex aequo drugie miejsce z Amarone Tedeschi, a (dość niespodziewanym) zwycięzcą o jeden głos okazał się sardyński Korem.

powrót do strony głównej