o nas kursy dla firm karty CV enoturystyka wydarzenia czytelnia informator

ďťż
SZKOLENIA DLA FIRM
• Komentowane
  degustacje win

• Degustacje na opak
• Komentowane kolacje
• Indywidualne szkolenia
  winiarskie

• Wyjazdy z winem w tle

KURSY WIEDZY O WINIE
• ENO 1W - info, program
Zgłoś się na kurs
Regulamin ENO1

• ENO 2 - info
Regulamin ENO2/ENO3/ENO4

Archiwum kursĂłw

Numer konta
   bankowego


KURS W PREZENCIE

NAJBLIĹťSZE KURSY PODSTAWOWE
WARSZAWA WARSZAWA
• 14/15 maja 2016 rezerwuj
wolne miejsca: 10
Wojciech BOŃKOWSKI
PORTUGALIA - kurs ENO2
Warszawa, 6.11.2004


W ciągu ostatnich kilku lat Portugalia przeistoczyła się z kopciuszka w tygrysa winiarskiej Europy. Kraj znany dotąd niemal wyłącznie z win słodkich zaskoczył bogactwem swych rodzimych szczepów i tradycji. Dziś już nikt nie ma wątpliwości, że przed portugalskimi winami roztacza się wspaniała przyszłość.

Ukazaniu tego potencjału posłużyła warszawska degustacja ENO2.

W ramach degustacji przedstawiłem 18 win wytrawnych ze wszystkich niemal regionów Portugalii (wyjątkiem było południowe Algarve oraz Azory i Madera, gdzie powstają właściwie wyłącznie wina słodkie). Na początek cztery wina białe. Starałem się za ich pomocą przełamać stereotyp, że Portugalia nie ma w tym kolorze nic ciekawego do zaproponowania. Zamierzenie udało się połowicznie. Wina podobały się, ale zachwytów nie było. Najmniej zwolenników znalazło Vinho Verde 2003 z czołowej w tym regionie posiadłości Quinta do Ameal. Wino powstaje w całości ze szczepu Loureiro, któremu zawdzięcza mocne, aromatyczne nuty cytrusowe i kwiatowe. Choć to bez wątpienia wino daleko gęstsze i poważniejsze od tradycyjnego vinho verde, pozostaje ono bardzo lekkie i zwiewne i może dlatego nie spotkało się z aplauzem. Podobny problem miało nieco pełniejsze, mineralno-cytrusowe Quinta da Murta Bucelas 2003 z odmiany Arinto, przy którym nawet znakomity stosunek jakości do ceny (5 €) nie wykrzesał z uczestników degustacji gorętszych uczuć. Więcej szczęścia miało Alvarinho 2002 z posiadłości Palácio da Brejoeira uważanej za kolebkę tego czołowego portugalskiego szczepu (spokrewnionego z galicyjskim Albariño). Mineralna przenikliwość i ostrość tego wina znalazły zwolenników, choć dla wielu było wciąż nieco bezpłciowe na tle pełnych, charakternych białych win z Francji i Włoch. Produkowane w stylu francuskim z fermentacją w nowych beczkach Encruzado 2002 z Quinta dos Roques w apelacji Dão, wino o intensywnym morelowym bukiecie i sporej strukturze, zjednało sobie wielbicieli mocnych, beczkowych win białych, ale inni krytykowali je za międzynarodowy styl.

Przegląd win czerwonych rozpoczęliśmy od Półwyspu Setúbal, regionu położonego na wschodnim brzegu Tagu naprzeciw Lizbony. Króluje tu szczep Castelão, dający zwykle lekkie, mocno owocowe, mało taniczne wina do szybkiego wypicia. Taki styl reprezentowała Periquita 2000 z firmy José Maria da Fonseca, jedna z najsłynniejszych marek portugalskich, wino produkowane nieprzerwanie od połowy XIX wieku. Obecnie do Castelão dodaje się w nim kilka procent Trincadeiry i Aragonês, wino zachowało jednak swój klasyczny styl, który w zgodnym odczuciu obecnych w kategorii wina codziennego (4,50 €) był niemal bezkonkurencyjny. Natomiast znacznie poważniejsze, ujawniające nieoczekiwane strony Castelão okazało się kolejne wino – Pegos Claros 1996, wino także bardzo klasyczne w stylu, z gron wyciskanych nogami w kamiennych basenach lagares (tradycyjna technika portugalska, obecnie wracająca do łask) i starzone w dużych beczkach. Fenomenalna głębia i piękna równowaga pomiędzy lekko ewoluowanym owocem i świetną soczystością uczyniły zeń pierwszą wielką butelkę tego popołudnia. Niełatwe zadanie miało więc następne wino – znane również w Polsce Casa Cadaval Trincadeira z rocznika 2000, jedyne zaprezentowane wino z regionu Ribatejo. Skoncentrowane, ładnie zaokrąglone starzeniem w beczkach, zachowało ono typowe dla Trincadeiry słodko-wiśniowe i polno-ziołowe smaki. Dla jednych lekka komercja, dla innych – znów ciekawa, charakterna butelka do codziennego użytku.

Pierwszą cześć degustacji zakończyliśmy trzema czerwonymi winami z Alentejo, gorącego regionu na południu kraju, który od dziesięciu z górą lat jest w forpoczcie renesansu winiarskiej Portugalii. Choć bywa krytykowany za zbyt międzynarodowy, ciężki styl wielu win, nie ma wątpliwości, że ma ogromny potencjał. Winem stosunkowo prostym, choć świetnie zrobionym, było Aragonês 2003 od znanego winiarza João Portugal Ramosa. Podobnie jak Trincadeirze z Casa Cadaval i temu winu niektórzy zarzucili komercyjność, ale typowości i wysokiej jakości owocu odmówić mu nie można. Kolejne dwa wina krytyki już raczej nie wzbudziły. Z jednej strony znane Herdade do Mouchão 2000, wino nietypowo oparte w 80% na langwedockiej krzyżówce Alicante Bouchet, które w swej ojczyźnie wyszła już z łask, ale świetnie przyjęła się w Alentejo właśnie i stosuje się ją nawet w prestiżowych winach. Mouchão to wino w stylu klasycznym, produkowane techniką bardzo podobną do opisanego przed chwilą Pegos Claros, jednak mocniejsze, gęstsze, kawowo-balsamiczne, z mocnymi garbnikami – pokazało się jako wino wciąż młode, z potencjałem na co najmniej dekadę dalszego dojrzewania. Ciekawego kontrastu dostarczyło Incógnito 2001 z posiadłości Cortes de Cima. To czyste Syrah reprezentuje bowiem styl skrajnie nowoczesny, jego mocny bukiet lukrecji i asfaltu przywodzi na myśl wręcz niektóre australijskie shirazy. Trzeba jednak powiedzieć, że rocznik 2001, w odróżnieniu od bieżących edycji tego wina, był świetnie zintegrowany, stopiony, bynajmniej nie był winem przesadzonym, a jego zmysłowości trudno było oprzeć się nawet zatwardziałym krytykom win w „stylu międzynarodowym”.

Po przerwie przedstawiłem 10 win czerwonych w typie bardziej atlantyckim niż śródziemnomorskim, a więc o bardziej stonowanej, mineralnej ekspresji w porównaniu do rozbujałych win alenteżańskich. Rozpoczęliśmy od Colares Chitas 1990 z jednej z najbardziej klasycznych apelacji portugalskich, która przeżywa obecnie bardzo poważny kryzys, w opinii wielu grozi jej wręcz zagłada, bowiem trudna uprawa szczepu Ramisco na piaszczystych glebach jest nieopłacalna i areał upraw dramatycznie się zmniejsza z każdym rokiem. Choć pokazało podręcznikowe cechy Colares – balsamiczny, słodki owoc malinowy na bardzo gęstej podporze garbników – wino raczej rozczarowało brakiem ekspresji, potwierdzając obiegowe opinie, że Chitas nie wróciło nigdy do swej najlepszej formy z lat sześćdziesiątych XX wieku. Bardzo udane było natomiast Quinta de Chocapalha 2001, wino regionalne z Estremadury, mieszane z Touriga Nacional, Tinta Roriz i Alicante Bouschet. Jest to wino nowe – jego autorką jest Sandra Tavares, jedna z najbardziej obiecujących enolożek młodego pokolenia – i zarazem dość klasyczne, wyciskane w lagares, w typie mięsistym i garbnikowym pomimo starzenia w nowych beczkach. Wybitnie autorskie, z pewnością jednak reprezentatywne dla portugalskiej Nowej Fali i jej wielokierunkowych poszukiwań.

Następnie dwa wina z regionu Dão, położonego na granitowych w większości glebach podgórskiego i wilgotnego regionu Beira Alta, co skutkuje wina czerwonymi (i ciekawymi białymi) o mocnej strukturze. Tu też trudno było o większy kontrast: Touriga Nacional 2000 z Quinta da Fonte do Ouro (znane również w Polsce) to wino w stylu tradycyjnym, mięsiste, wciąż z mocną garbnikową końcówką nawet w wieku czterech lat, natomiast autorska cuvée Pape 2003 znanego enologa Álvara Castro zaskoczyła nas. To niezwykle ekstraktywne i słodkie wino jest istnym tour de force modernistycznego winiarstwa; wielu obecnym kojarzyło się z okrzyczanym włoskim Kurni. Zaskoczenie tym większe, że Castro w swych dwóch quintach – Sães i Pellada – uprawia raczej styl umiarkowanie tradycyjny. Wino, choć kontrowersyjne, było jednak znakomite dzięki swej gęstości i fenomenalnej jakości owocu.

Wielbiciele win mięsistych i surowych z pewnością byli zachwyceni następną parą win z Bairrady. Ciężkie gleby gliniaste i supergarbnikowy szczep Baga dają tu wina za młodu nieraz twarde jak deska, ale z wiekiem wspaniale złożone i finezyjne (obie cechy wzmagane są najczęściej stosowanym tu starzeniem w dużych beczkach), które porównać można do francuskich madiranów. Przekornie nie sięgnąłem po żadne wino najsłynniejszego producenta z Bairrada, Luisa Pato, ale po znakomitą w swojej cenie Reservę 2001 z Quinta das Bágeiras oraz wspaniałą Garrafeirę 2001 z Quinta de Baixo (oba winifikował zresztą ten sam enolog Rui Alves). To ostatnie wino uważam za najbardziej niedoceniane w całej Portugalii, z czym po wielogodzinnej dekantacji wina zgodziła się większość obecnych, bowiem pomimo mocnych garbników i mięsistych, niemal słonych zapachów jego czystość i głębia były nie z tej ziemi.

Na ziemię wróciliśmy tylko na chwilę, jako wstęp do win z doliny Douro degustując arcysolidny rocznik 2002 z Quinta do Vallado. Dobra koncentracja, wiśniowe i porzeczkowe zapachy bez cienia słodyczy, zdecydowane garbniki i kwasowość – wszystko tu było typowe i świetnie zrównoważone. Szkoda, że w Polsce nie możemy kupować tego wina po cenie portugalskiej (6 €). Od tej pory było już tylko niebiańsko. Miałem szczęście i honor przedstawić obok siebie trzy najbardziej okrzyczane i poszukiwane wina portugalskie ostatnich lat, a dla niektórych – jedne z najwybitniejszych obecnie win czerwonych na świecie: Batutę 2001 Niepoorta, Quinta do Vale Dona Maria 2001 oraz Quinta do Vale Meão 2001. Porównanie okazało się fascynujące i wzbogacające. Sławna już w Polsce, do której od czasu warszawskiej degustacji trafiła, Batuta zaskoczyła finezją i swoistą „lekkością”: w roczniku 2001 to zazwyczaj ultraskoncentrowane wino ze starych krzewów ma zaledwie 12,8% alkoholu i jest winem soczystym, owocowym, raczej przenikliwym (dzięki zaskakującej kwasowości) niż obezwładniająco esktraktywnym, w istocie bardzo burgundzkim w stylu, zgodnie z ambicjami producenta – Dirka Niepoorta. Zarazem niebywała długość tego wina i pewien owocowo-mineralny pierwiastek, którego posmak mieliśmy w ustach jeszcze po kilku dniach, wywołały entuzjastyczne, wręcz gwałtowne reakcje zebranych.

Paradoksalnie za jeszcze lepsze wino uważam Quinta do Vale Dona Maria 2001, które jednak jest tym wobec Batuty, czym Gevrey-Chambertin wobec Volnay: zatem więcej koncentracji, mocniejsze garbniki, mniej (?) cudownej soczystości, materia tkana gęściej, choć właściwie nie mniej finezyjnie. Jak zawsze w tym winie, którego autorem jest wybitny enolog Cristano van Zeller, szczególnie zachwyciło mistrzowskie użycie beczki (nie sposób odgadnąć 80% nowych beczek). Tego popołudnia miało jednak może mniej oczywistości i blasku od Batuty. Jeszcze bardziej zamkniętą, wręcz ściśniętą osobowość pokazało Quinta do Vale Meão 2001, wino pochodzące z niemal stuletnich krzewów na samym skraju regionu Douro przy granicy z Hiszpanią, w strefie niezwykle gorącej i suchej, przez co wino, o nieprzeniknionej czarnej barwie, jest właściwie koncentratem porzeczkowo-mineralnego owocu, esencją ziemi, przez którą dziś trudno się przebić, choć gdy Batuta i Vale Dona Maria za kilkadziesiąt lat złożą broń, Vale Meão wchodzić będzie powoli w drugą młodość. Pomimo więc różnic i kontrowersji dla nikogo nie było wątpliwości, że piliśmy wina klasy absolutnej. Widziałem zresztą, jak kilka obecnych osób nerwowo przeszukiwało na palmtopach witryny sklepów winiarskich za granicą czy zapisywało na kartkach ilość butelek do prędkiego zamówienia, co z pewnością oznacza, że do win portugalskich trzeba będzie wrócić.



powrót do strony głównej