o nas kursy dla firm karty CV enoturystyka wydarzenia czytelnia informator

SZKOLENIA DLA FIRM
• Komentowane
  degustacje win

• Degustacje na opak
• Komentowane kolacje
• Indywidualne szkolenia
  winiarskie

• Wyjazdy z winem w tle

KURSY WIEDZY O WINIE
• ENO 1W - info, program
Zgłoś się na kurs
Regulamin ENO1

• ENO 2 - info
Regulamin ENO2/ENO3/ENO4

Archiwum kursów

Numer konta
   bankowego


KURS W PREZENCIE

NAJBLIŻSZE KURSY PODSTAWOWE
WARSZAWA WARSZAWA
• 14/15 maja 2016 rezerwuj
wolne miejsca: 10
Marek BIEŃCZYK, Wojciech BOŃKOWSKI
THE BEST OF MAREK & WOJTEK
Warszawa, 20.03.2004


Pierwsze spotkanie z serii “The Best of M & W” stało się okazją do odbycia przyjacielskiego meczu na butelki między Francją a Włochami. W rolę trenera drużyny francuskiej wcielił się rzecz jasna Marek Bieńczyk, włoskiej – Wojciech Bońkowski. Nie chodziło przy tym o rywalizację na wina ‘najlepsze’, a o zaprezentowanie uczestnikom spotkania win, które w szczególnie cenimy lub które szczególnie nas uderzyły – degustowane wina zebrały w naszym przewodniku „Wina Europy 2003/2004” aż 42 serca i cztery korony (najwyższe wyróżnienie), niektóre sięgną po najwyższe laury w następnej edycji książki.

Rozpoczęliśmy od dwóch białych win loarskich: Muscadet de Sèvre-et-Maine-sur-lie Expression de Granit 2000 z czołowej w regionie nantejskim posiadłości Domaine de l’Écu oraz ambitnej (43 €) supercuvée Anjou Blanc Vieilles Vignes de Blanderie 2002 od winiarza Marka Angelego (Domaine de La Sansonnière). Pierwsze wino niewątpliwie stanowiło szczytowy wyraz potencjału Muscadet, zachwycając przenikliwością i mineralnością; jego świeżość w wieku ponad trzech lat obalała stereotyp, że Muscadet należy pić jak najmłodsze, choć według niektórych obecnych pojawiające się w bukiecie miodowe nuty nie łączyły się harmonijnie z bardzo wytrawnym, niemal skalistym charakterem wina. Drugie wino zdobyło jednogłośny aplauz: bardzo bogate bez cienia ciężaru, ze świetnie wkomponowaną beczką (Angeli starzy swoje wino jedynie w 500-litrowych beczkach demi-muids), pomimo nut przejrzałych, wskazujących na późny zbiór, miało w sobie wiele głębi i owocu.

Włochy odpowiedziały winem Verdicchio dei Castelli di Jesi Classico 2002 firmy Sartarelli, starzonym jedynie w zbiornikach stalowych. Było to wino bardzo rustykalne, zrazu wręcz nieprzyjemne w zapachu, choć prędko się ułożyło; dość mocne, choć świeże, z typową dla szczepu Verdicchio gorzką nutą w końcówce. Znalazło tyluż zwolenników, co przeciwników, ale jego cena – 6 € – zachęca do częstego odnawiania sporu. Drugim winem włoskim było Falerno del Massico Vigna Caracci 2000 ze znanej faktorii Villa Matilde w Kampanii. Wino powstało w 100% ze szczepu Falanghina, który często wskazuje się jako przyszłą gwiazdę i następcę Chardonnay na tronie szczepów białych. Konsultantem Villa Matilde jest słynny latający enolog Ricap do Cottarella; choć wino było bezsprzecznie interesujące, o bogatym, woskowo-miodowym posmaku i pięknej harmonii w ustach, niektórym wydało się mało oryginalne, wręcz ‘międzynarodowe’ na tle wyrazistych win loarskich.

Międzynarodowe na pewno nie było Chardonnay Les Bruyères 1999 z czołowej posiadłości we francuskiej Jurze Domaine Tissot (apelacja Arbois). Było to prawdziwe vin de terroir, mięsiste, grzybowe, z trudem rozpoznawalne jako Chardonnay, długie, skoncentrowane, z pewną dozą surowości. Jego dokładnym przeciwieństwem okazało się zaś autorskie wino Capo Martino 2000 od Silvio Jermanna w okręgu Isonzo we Friuli (wino z kupażu Chardonnay, Sauvignon, Pinot Bianco i Grigio i Tocai Friulano butelkowane jest jako IGT): miękkie, eleganckie, z nadal mocno wyczuwalną beczką, wymagające kilkugodzinnej dekantacji. Runda win białych zakończyła się więc niewielkim zwycięstwem win francuskich, spośród których Anjou zostało uznane za najciekawsze.

Rundę win czerwonych otworzyło bardzo dziwne loarskie Côteaux du Loir, cuvée Hommage à Louis Derré 2002. Jego producent – Domaine de Bellivière – jest obecnie jednym z najwyżej cenionych w Turenii. Wino powstało z rdzennego szczepu Pineau d’Aunis i uderzało swoistą, kwiatowo-ziołową perfumą i dużą koncentracją w ustach, choć zachowywało soczystość. Niewątpliwie biały kruk współczesnego winiarstwa, który znalazł wielu amatorów, choć wysuwano zastrzeżenia, czy wino nie wykracza poza genetyczne ograniczenia szczepu, a także do ceny – 20 €. Na tym tle bardzo przekonująca okazała się Barbera d’Alba Morassina 1999 (9 €) od mniej znanego, ale utrzymującego wysoki poziom wszystkich win producenta Giuseppe Cortese w Barbaresco. Pięknie soczyste aromaty wiśni i porzeczek, duża słodycz owocu, elegancja, świetnie wkomponowona beczka – było to wino bardzo zmysłowe, któremu trudno było się oprzeć.

Pod znakiem zmysłowości, choć surowszego, bardziej gotyckiego rodzaju stał burgund ze sławnej posiadłości Dugat-Py – Bourgogne Cuvée Halinard 2000. Wino paradoksalne – zachowywało swoistą prostotę i szczerość właściwą swej apelacji, z drugiej strony urzekało pewnym "je ne sais quoi" w bukiecie i świetnie rozrysowanym owocem w ustach. To jeden z najdroższych podstawowych burgundów (30 €), płaci się za nazwisko, ale kilku obecnych miłośników Pinot Noir zadeklarowało miłość od pierwszego wejrzenia. Następnie próbowaliśmy Barolo – piemonckie wina na bazie Nebbiolo często porównuje się do burgundów – które okazało się bodaj najlepszym czerwonym winem degustacji. Barolo Ginestra z wielkiego rocznika 1996 z posiadłości Paolo Conterno nie pozostawiało wątpliwości, kto jest królem win włoskich. Głęboki, niemal narkotycznie intensywny nos kwiatowo-owocowy, balsamiczny, w ustach wspaniała jedwabistość pomimo dobrze obecnych garbników – wino o wielkim potencjale, które powoli wchodzi w fazę pijalną. Jedyny problem – cena (ponad 50 €).

Był burgund i Barolo, musiało pojawić się także Bordeaux i Chianti. Marek Bieńczyk wybrał Château Giscours 2000, trzecie grand cru classé z Margaux. Dla wielu była to wyjątkowa okazja spróbowania jednego z najwyżej ocenionych win bordoskich z klasycznego rocznika. Wino bardzo się podobało przede wszystkim ze względu na dojrzałość owocu – brak było w nim często męczacych w winach z Cabernet Sauvignon nut nazbyt zielonych – i elegancję; niewątpliwie jednak było to Bordeaux w stylu nowoczesnym, łatwym, przyjemnym w piciu już za młodu. Kontrastu dostarczyło Chianti Classico Riserva 1997 z winnicy Rancia z czołowej toskańskiej posiadłości Fattoria di Felsina. Bardziej kwiatowe, mniej mięsiste od Bordeaux; 1997 to także wielki rocznik w Toskanii, wino było bardzo skoncentrowane, mniej jednak wyraziste od Giscours – być może weszło w fazę zamkniętą, z której wyłoni się za trzy-cztery lata.

Finiszowaliśmy znów w tonacji zmysłowej. Marek Bieńczyk przedstawił ogromnie obecnie modne w paryskim światku wino stołowe L’Insouciant ze znanej posiadłości w Roussillon Domaine Sarda-Malet. 2001 to pierwszy rocznik tego wina, które powstało w 100% z gron Grenache, starzone było w nowych beczkach i ma ponad 15% alkoholu, a przy tym jest wyjątkowo soczyste i owocowe, słodkie, ale nie karykaturalne; alkoholu właściwie się nie wyczuwa, taka jest koncentracja wiśniowych smaków Grenache. Przy tym nie jest to wino bardzo drogie (15 €). Za podobne pieniądze odda się zaprezentowane przez Wojciecha Bońkowskiego wino włoskie, znane już na polskim rynku Nero di Vite 2000 z posiadości La Caniette w Marchii (apelacja Rosso Piceno). Ten kupaż Montepulciano i Sangiovese pochodzi z jednej z najprężniej rozwijających się stref winiarskich we Włoszech. Wino podobnie zmysłowe, nieco jednak głębsze, z mocniej zaznaczoną strukturą taniczną; jakość owocu jest niemal niezrównana. Uczestnicy degustacji solidarnie podzielili się na zwolenników Insouciant i Nero di Vite.

Na koniec dwa wina słodkie. Trudniej było o większy kontrast: w tych dwóch butelkach stanęły naprzeciw siebie dumne, wyraziste tradycje Francji i Włoch. Z jednej strony bogate, ale klasycznie stonowane, długowieczne Sauternes 1997 z Château Lafaurie-Peyraguey (posiadłość klasyfikowana jako premier cru), o zapachach brzoskwini, masła i miodu i niemal doskonałej równowadze, świadczącej o wspaniałym roczniku. Z drugiej – ostrzejsze, bardziej ekstremalne Vin Santo del Chianti Classico 1997 z Isole e Olena, starzone pięć lat w małych beczułkach, co znać było w nieco gryzących, zmaderyzowanych nutach w bukiecie i lekkiej orzechowej wytrawności w końcówce; jednak miodowe bogactwo i złożoność aromatów suszonych owoców były wręcz zawrotne. Remis, a raczej pat, nikt nie chciał bowiem rezygnować z jednego wina na rzecz drugiego, co przesądza o tym, że będzie musiał odbyć się rewanż.

Wojciech BOŃKOWSKI

powrót do strony głównej