o nas kursy dla firm karty CV enoturystyka wydarzenia czytelnia informator

ďťż
SZKOLENIA DLA FIRM
• Komentowane
  degustacje win

• Degustacje na opak
• Komentowane kolacje
• Indywidualne szkolenia
  winiarskie

• Wyjazdy z winem w tle

KURSY WIEDZY O WINIE
• ENO 1W - info, program
Zgłoś się na kurs
Regulamin ENO1

• ENO 2 - info
Regulamin ENO2/ENO3/ENO4

Archiwum kursĂłw

Numer konta
   bankowego


KURS W PREZENCIE

NAJBLIĹťSZE KURSY PODSTAWOWE
WARSZAWA WARSZAWA
• 14/15 maja 2016 rezerwuj
wolne miejsca: 10
fot.Viviane Nagy
fot. Viviane Nagy
Pycha przykładnie ukarana
DZIEJE PEWNEGO „CUDU”
Wojciech Gogoliński

Historyczne pochodzenie różnych odmian winorośli, to sprawa raczej drugorzędna w winiarstwie. Chyba, że ktoś przesadza. Ale wtedy musi liczyć się z takim psikusem, jaki sprawiła Amerykanom ich ulubiona odmiana - zinfandel.

Mieszkańcy Kalifornii a później całych Stanów Zjednoczonych oszaleli na jej punkcie w latach 70., choć sadzono ją już w pierwszej połowie ubiegłego wieku i do dziś istnieją w Kalifornii winnice ze stuletnimi krzewami. Popularność przyszła dość późno i zbiegła się z ogólnoamerykańską modą na wino. Szybko zinfandel zyskał swojski przydomek „zin” a jego miłośnicy miano „zinfanów”. Wino z tej odmiany zaczęło nagle smakować Amerykanom, wymyślano jego nowe gatunki, choćby słynny white zinfandel, wbrew nazwie wino różowe, najczęściej półwytrawne lub półsłodkie (można go dostać także u nas), które - dobrze schłodzone - świetnie nadawało się do pikantnej kuchni meksykańsko-teksańskiej. Do dziś zin to ciągle najpopularniejsza czerwona odmiana w USA.

W nagłej popularności jakiejś odmiany nie ma nic dziwnego, zwłaszcza jeśli jest dobra, a taką zinfandel niewątpliwie jest. Wątpliwości świata winiarskiego budził tylko dziwny podtekst towarzyszący karierze tej odmiany. Otóż Amerykanie bez zmrużenia oka twierdzili, że jest to odmiana rodzima i nie ma odpowiednika w Europie. Nawet BATF (Bureau of Alcohol, Tabacco and Firearms), organizacja kontrolująca całą legislację winiarską USA, uznał zinfandela za jedyną rdzennie amerykańską odmianę z gatunku Vitis vinifera.

Było to bardzo dziwne. Od dawna bowiem stano na gruncie, że Vitis vinifera, czyli winorośl europejska z której wywodzą się niemal wszystkie winiarskie odmiany winogron, występowała wyłącznie na terenie Europy i Bliskiego Wschodu i stąd rozprzestrzeniła się na wszystkie kontynenty. Skąd więc wziął się zinfandel (odmiana z gatunku vinifera) w USA, jeśli - jak twierdzono za oceanem - jest rodzimy i nie przywędrował z Europy?

Nauka jednak nie stoi w miejscu. W latach 90. otrzymała nową silną broń - testy DNA. Gdy w roku 1994 - trochę z ciekawości - na kalifornijskim uniwersytecie Davis poddano takim zabiegom zinfandela, okazało się, że to nic innego jak południowowłoska odmiana primitivo (a dokładnie primitivio di gioia) szeroko uprawiana głównie w nadadriatyckim regonie Puglia.

Nie trudno się domyślić, że niewinne badanie naukowe wprawiło Amerykanów w czystą rozpacz. Na ich oczach upadał jeden z wielkich amerykańskich snów, społeczność winiarska za oceanem pogrążała się w żałobie tym głębiej, im dobitniej kolejne badania potwierdzały okrutną prawdę. Trzeba było się pożegnać z mitem. I wtedy zdarzył się „cud”.

Inna grupa naukowców wertując opasłe tomy starych amerykańskich i włoskich roczników, ksiąg winiarskich, handlowych i wszelkich innych, stwierdziła ponad wszelką wątpliwość, że odmiana zinfandel wcześniej była znana w Stanach Zjednoczonych, niż primitivo pojawiło się w południowych Włoszech. Stało się więc jasne, że zin trafił z USA do Włoch, a nie odwrotnie.

W „cuda” wierzy się bardzo przyjemnie, zwłaszcza jeśli można potwierdzić je naukowo. Amerykę ogarnął szał radości. W euforii nikt nie zadawał sobie prostego pytania, po co ktoś miałby wozić zinfandela do Europy, nadawać mu nową nazwę (zresztą niezbyt wyszukaną) i skrzętnie przez lata skrywać jego pochodzenie? Nikt - z wyjątkiem naukowców z uniwersytetu Davis, którzy postanowili jednak dociec prawdy o zinie.

Kiedy badaniom porównawczym poddawano kolejne odmiany europejskie „zielona lampka” zapaliła się dopiero wtedy, gdy dokładniej przyjrzano się mało rozpowszechnionemu - jak się wydawało - pochodzącemu z chorwackiej Dalmacji szczepowi plavac mali, szerzej znanemu koneserom jedynie z markowych jugosłowiańskich win Dingac i Postup. Nieco ponad rok temu naukowcy uznali, że plavac to najbliższy z możliwych krewny zinfandela, a jeśli dodać, że włoska Puglia znajduje się dokładnie naprzeciwko Dalmacji, po drugiej stronie Adriatyku, koło się zamknęło.

Plavac mali musiał zatem najpierw trafić z Chorwacji do Stanów Zjednoczonych, gdzie dostosowawszy się do nowych warunków klimatycznych i glebowych, stał się odmianą znaną pod nazwą zinfandel, a później „przebył” Adriatyk i - dajmy na to - z Dubrownika trafił do Barii, gdzie zaczęto go uprawiać pod lokalną nazwą primitivo. Nie zmienia to faktu, że - przynajmniej z racji rozpowszechnienia - zinfandel pozostaje „sztandarową” odmianą amerykańską, choć z trochę innym pochodzeniem, niż sądzono. I być może dlatego BATF - przynajmniej na razie - nie zmienił swej decyzji.



powrót do strony głównej