o nas kursy dla firm karty CV enoturystyka wydarzenia czytelnia informator

ďťż
SZKOLENIA DLA FIRM
• Komentowane
  degustacje win

• Degustacje na opak
• Komentowane kolacje
• Indywidualne szkolenia
  winiarskie

• Wyjazdy z winem w tle

KURSY WIEDZY O WINIE
• ENO 1W - info, program
Zgłoś się na kurs
Regulamin ENO1

• ENO 2 - info
Regulamin ENO2/ENO3/ENO4

Archiwum kursĂłw

Numer konta
   bankowego


KURS W PREZENCIE

NAJBLIĹťSZE KURSY PODSTAWOWE
WARSZAWA WARSZAWA
• 14/15 maja 2016 rezerwuj
wolne miejsca: 10
fot.Vipava
fot. Vipava


Wyprawa do Vipavy
DOLINA TĘGICH WIATRÓW
Wojciech Gogoliński

Nie spenetrowana Słowenia, słowiańska Szwajcaria, od dawna stanowiła zadrę w mym winiarskim doświadczeniu. Nadszedł wreszcie czas, by - naocznie i organoleptycznie - zaspokoić ciekawość. Wykorzystując kilka wolnych dni wybraliśmy się z Robertem Makłowiczem na podbój krainy południowych braci.

Tym razem pomknęliśmy drogą przez Czechy, omijając zwykły szlak na południe przez Słowację. Kuchnia czeska nie różni się od słowackiej (ach te knedle!), ale drogi lepsze i tuż za Brnem pojawiają się zrazu malutkie, a po stronie austriackiej już bardzo solidne, winnice. Znikają dopiero, gdy na poważnie wjeżdża się w Alpy.

Do granicy słoweńskiej dotarliśmy późną nocą, a do celu naszej podróży - miasteczka Ajdovšćina w Dolinie Vipavy - nad ranem, przemykając się krętymi dróżkami przez górskie przesmyki. Tu stanęliśmy w hotelu Planika, którego nazwę z rozpędu przeczytałem jako „pálinka” (ale to by było zbyt piękne).

Burja

Skoro świt obudził nas potworny łomot okiennic i gwizd syberyjskiej zawiei. Jednocześnie oczy z trudem znosiły ostre światło południowego słońca - a i temperatura wskazywała, że jesteśmy jednak nad Adriatykiem. To burja - kotłujące się w dolinie Vipavy masy alpejskiego i śródziemnomorskiego powietrza.

Ten tęgi wiatr sprawia, że mimo lejącego się z nieba żaru koszulę człowiek ma suchą, że - w skrajnych przypadkach - wichura na ulicach przewraca ciężarówki, no i że świńskie udźce suszą się jak należy.

Po wyjściu z hotelu stanęliśmy jak wryci. W porannym słońcu ujrzeliśmy całą krasę doliny. Z obu stron drogi przecinającej miasto wznoszą się gigantyczne masywy górskie. Na ich szczytach leniwie błyszczą jęzory lodu.

Do Vipavy, faktycznego celu naszej podróży (gdzie nie ma hotelu) udaliśmy się niezwłocznie, pokonując zaledwie kilka kilometrów. Z niejakim trudem znaleźliśmy tam firmę winiarską o tej samej nazwie, tzn. Vipava. Myliłby się jednak ten (i ja także się myliłem), kto sądziłby, że w malutkim miasteczku łatwo trafić do kombinatu. Znając wiele podobnych przedsiębiorstw we Francji, w sposób naturalny szukałem gigantycznych zabudowań największej firmy w winiarskiej w Słowenii. Nic z tych rzeczy - Vipava to przedsiębiorstwo wielkości średniej winiarni na południu Europy. I całe szczęście, bo to od razu świadczy o jakości wyrabianych tu win.

fot.Vipava
fot. Vipava


Podziemne NBA

Ale zapędy poprzedniego systemu były zgoła inne. Zwiedzając piwnice obejrzeliśmy gigantyczne, podziemne pomieszczenie, w którym z powodzeniem można by rozgrywać finały NBA, a które kiedyś było ogromnym zbiornikiem na wino. Za Tity wyrabiano tu masówkę, dziś w hali błyszczą małe chromowane zbiorniki i tylko potężne osady kamienia winnego na ścianach straszą jak upiory przeszłości.

Firma powstała w roku 1894, jako związek miejscowych winiarzy. Już na przełomie wieków miała swoje biura w Grazu, Wiedniu i Pradze. Dziś posiada zaledwie 300 ha własnych winnic i kontrakty na skup owoców z kolejnych 1500 ha. Wyrabia głównie wina odmianowe, w tym dwa endemiczne, oba białe: zelen i pinela.

Wśród czerwonych mój zdecydowany typ to Merlot Barrique 1994, dojrzewający 12 miesięcy w nowych beczkach, a później jeszcze jakiś czas w starych. Niezwykle eteryczny, dojrzały, ale owocowy (o odcieniu dalmatyńskich marasek), a przy tym z nutkami wanilii i dębiny. Równie ciekawy jest Paradox - mieszanka merlotów winifikowanych na różne sposoby. Z białych uwagę zwraca półsłodki zelen (zapachy cukierni) i wytrawny chardonnay.

Sadowica jak marzenie

Jak tylko gospodarze pozostawiali nam nieco czasu do zagospodarowania (a było tego naprawdę niewiele), rzuciliśmy się zbierać pomoce naukowe w lokalnych sklepikach - Robert sery i kiełbasy, ja: lokalne destylaty. Tutejszą specjalnością, której warto spróbować, jest bez wątpienia Sadjevec, czyli naravo mešano sadno žganje - naturalny destylat z owoców pochodzących z sadów, a więc jabłek, gruszek, brzoskwiń, moreli, wiśni i śliwek. Inną - jedna z najlepszych znanych mi gruszkowic - Viljamovka.

Wadą tutejszych wódek owocowych jest ich cena, która waha się od podobnej do naszych aż do ponad 100 zł za butelkę, które w przeliczeniu należy dać za Viljamovkę. Ale też ta ostatnia niemal corocznie zdobywa medale na różnych międzynarodowych konkursach.



powrót do strony głównej