o nas kursy dla firm karty CV enoturystyka wydarzenia czytelnia informator

SZKOLENIA DLA FIRM
• Komentowane
  degustacje win

• Degustacje na opak
• Komentowane kolacje
• Indywidualne szkolenia
  winiarskie

• Wyjazdy z winem w tle

KURSY WIEDZY O WINIE
• ENO 1W - info, program
Zgłoś się na kurs
Regulamin ENO1

• ENO 2 - info
Regulamin ENO2/ENO3/ENO4

Archiwum kursów

Numer konta
   bankowego


KURS W PREZENCIE

NAJBLIŻSZE KURSY PODSTAWOWE
WARSZAWA WARSZAWA
• 14/15 maja 2016 rezerwuj
wolne miejsca: 10


GIRO: RUNDKA W CIEMNO.

Od baru do baru
Wojciech Gogoliński

Giro, co można przełożyć na nasze jako rundka, to sposób spędzania wolnego czasu w północnych Włoszech, na pograniczu austriacko-słoweńsko-włoskim. Polega na jeżdżeniu od baru do baru i konsumpcji różnych rzeczy; najczęściej wina. Wbrew pozorom, tutejsze giro ma wiele wspólnego ze słynnym wyścigiem Giro d'Italia: jeździ się etapami i należy dokładnie obliczyć swoje siły. Liderzy nie noszą co prawda żółtych koszulek, ale łatwo ich poznać.

Wyjeżdża się po kolacji - czyli nieco po ósmej wieczór - i rusza w objazd okolicznych barów. W barach pije się tylko jeden kieliszek, wymienia kilka uwag z przyjaciółmi, po czym wskakuje się w samochód i zasuwa do następnego lokalu. W barach - z wyjątkiem barmanek - nie ma kobiet, więc nic nas dłużej nie zatrzymuje.

Uwaga na buty!

Giro dopadło mnie już pierwszego dnia. Jest niedziela, święto Matki Boskiej, tutaj połączone z lokalnym Świętem Przebaczenia. Ponad sto lat temu banda zbirów napadła i raniła miejscowego księdza, który - choć rozpoznał napastników - przebaczył im i nie wydał ich w ręce wymiaru sprawiedliwości. Jest ciepły wieczór, świętuje cała wieś. Młodzi i starzy gromadzą się na niewielkim placyku, wokół którego ustawiono stargany. Na półkach mój łakomy wzrok od razu przyciągają pękate dymiony z winem.

Przed placykiem niewielka scena, z której prowadzący ogłasza coraz to nowe konkursy. Jedna z bawiących się drużyn (chyba "żółci") dostaje zadanie w jak najkrótszym czasie dostarczenia buta o rozmiarze 45. Natychmiast, jak spod ziemi, wyrasta przede mną młody osobnik, pożądliwie taksujący moje obuwie. Odstawiam kieliszek i staram się negocjować: że to nie włoskie buty, że inna numeracja. Rzeczowe argumenty trafiają jednak w próżnię - nie ma to tamto, numer się zgadza, muszę oddać but. Rozglądam się wokół - pociesza mnie widok innych, skaczących w jednym bucie "nieszczęśników", szacownych obywateli bez krawatów, marynarek i... butów. Zabawa jest przednia i - co najważniejsze - wkrótce odzyskuję buta.

Mora

W barach się gada, czyta gazety, ogląda telewizję lub gra, głównie w karty neapolitańskie. Ale dobrzy znajomi właściciela knajpki mogą zagrać także w morę, która - choć nie gra się na pieniądze - jest zakazana przez prawo. Szybko udaje mi się ustalić dlaczego.

Razem z Rodolfem wychodzimy do osobnego pokoiku. Tam czterech graczy ustawia się wokół stolika, na którym leży plaster czarnej gumy - na niej kredą zapisuje się wyniki. Każdorazowo gra dwóch zawodników, którzy jednocześnie wykrzykują liczbę od 0 do 10 i - z całej siły uderzając ręką w stół - pokazują palcami zgłaszaną przez siebie liczbę (od 0 do 5). Wygrywa ten, którego wykrzyczana liczba jest sumą pokazaną palcami przez obu zawodników.

Gra jest tak szybka, iż wydaje się, że biorą w niej udział wszyscy zawodnicy naraz. Hałas niesamowity. Co chwilę dochodzi do scysji, emocje sięgają zenitu. Prawdziwy western, ma się wrażenie, że za chwilę wszyscy się pozabijają.

Incydent graniczny

Bary to najczęściej małe, przytulne i bardzo czyste lokaliki. Na półkach stoi klasyczny zestaw likierów, winiaków, grapp, za barem, w specjalnych otworach z zimną wodą chłodzą się różne gatunki lokalnego wina. Najczęściej pija się te ostatnie, głównie czerwone merlot i cabernet sauvignon, oraz biały tocai (wszystkie - w przeliczeniu - po 1- 2 złote za duży kieliszek). Smakosze mogą dostać białe, słodkie verduzzo lub picolit. Giro to wspaniała okazja, by poznać wszystkie miejscowe piwniczne specjały. Kierowcy dostać mogą także tzw. sprica, czyli wino pół na pół z wodą musującą.

Ale myliłby się ktoś, kto sądzi, że podczas giro kierowca pozostaje stratny. Nic podobnego, prowadzenie samochodu, w mniemaniu obywateli i lokalnej policji, nie pozostaje w sprzeczności z konsumpcją alkoholu. A mimo to wypadki praktycznie się nie zdarzają. Podczas mojego pobytu widziałem tylko jeden i to raczej śmieszny, niż poważny.

Ale myliłby się ktoś, kto sądzi, że podczas giro kierowca pozostaje stratny. Nic podobnego, prowadzenie samochodu, w mniemaniu obywateli i lokalnej policji, nie pozostaje w sprzeczności z konsumpcją alkoholu. A mimo to wypadki praktycznie się nie zdarzają. Podczas mojego pobytu widziałem tylko jeden i to raczej śmieszny, niż poważny.

Jadąc na kolację do Słowenii mijaliśmy samochód, który po przejechaniu włoskiej granicy w Cobarit nie zmieścił się w mostek na rzeczce oddzielającej oba państwa i wyrżnął dokładnie w słupek graniczny z napisem Italia, przewracając go. Gdy mijaliśmy nieszczęśników, wraz ze pomocą drogową i carrabinierami starali się właśnie postawić Italię "na nogi". Cóż, samochód stracił błotnik, a Włosi kolację.



powrót do strony głównej