o nas kursy dla firm karty CV enoturystyka wydarzenia czytelnia informator

SZKOLENIA DLA FIRM
• Komentowane
  degustacje win

• Degustacje na opak
• Komentowane kolacje
• Indywidualne szkolenia
  winiarskie

• Wyjazdy z winem w tle

KURSY WIEDZY O WINIE
• ENO 1W - info, program
Zgłoś się na kurs
Regulamin ENO1

• ENO 2 - info
Regulamin ENO2/ENO3/ENO4

Archiwum kursów

Numer konta
   bankowego


KURS W PREZENCIE

NAJBLIŻSZE KURSY PODSTAWOWE
WARSZAWA WARSZAWA
• 14/15 maja 2016 rezerwuj
wolne miejsca: 10
Porto. Słodkie wspomnienie   /1/
Mariusz Kapczyński

Oto w kieliszku przede mną dostojnie i delikatnie mieni się ciemnokrwista, gęsta purpura. Najpierw, nie spiesząc się, sycę oczy jej zniewalającą kolorystyczną głębią, a później lekko rozkołyszę jej nieco zwartą strukturę i z namaszczeniem powącham - wreszcie spróbuję, pozwalając, by uruchomił się subtelny mechanizm pamięci. A wtedy palce - najpierw niezdecydowanie a z czasem coraz pewniejszym ruchem, podsycanym co jakiś czas drobnymi falami przełykanego porto - stukają w klawiaturę komputera. I już, z każdą chwilą wracają: obrazy, słowa, wrażenia - przypominam sobie coraz więcej.
Najpierw zapach... Miodowo - alkoholowy, aksamitnie słodkawy z nutą orzecha, drewna, piwnicznej pleśni, kurzu i czegoś jeszcze. To pierwsza rzecz, która bardzo obiecująco zaatakowała nasze zmysły chwilę po wejściu do jednej z wielu adegas1 (piwnic) w Vila Nova de Gaia. Ale chwileczkę! Chyba jednak się pospieszyłem. Tą opowieść należy snuć po kolei. A więc najpierw miejsce i czas akcji.

Gorący lipiec roku 2000. Wynajętym samochodem, w cztery osoby włóczymy się po Portugalii. Na północ jechaliśmy pod nieustającym wrażeniem magii jaką roztacza przed każdym przybyłym stolica tego kraju - Lizbona i mrocznej atmosfery, jakiej ulegliśmy podczas pobytu w jednym z bardziej niesamowitych, jeśli chodzi o "klimat" miast - Sintrze. Na opisanie tych dwu miejsc trzeba by jednak poświęcić sporo osobnego miejsca.
Z tym większym apetytem na żywe podsycenie nastrojów jechaliśmy do innego legendarnego miejsca w Portugalii.
Była niedziela. Zza delikatnej zasłony chmur niepostrzeżenie atakowało nas zdradzieckie portugalskie słońce. I choć było duszno i z wiotczejącego ciała coraz trudniej było wykrzesać odrobiny fizycznego entuzjazmu, to w głębi duszy radośnie pląsaliśmy. Dlaczego? Ponieważ już wiedzieliśmy. Znaleźliśmy sposób na długie zachowanie tkwiącej w nas energii wrażeń. Spodziewaliśmy się, że uda się to niebawem. Oto w głowach zaświtała idea, by skutecznie zakonserwować je w znamienitym trunku, z którego słynie na cały świat kraj, który tak gościnnie nas przyjął. I ten zamysł zadziałał na nas jak zew. W naszych głowach świtał już tylko jeden wyraźnie wytyczony cel i jedna nazwa tłukła się w głowie niczym ekstatyczna winiarska mantra: PORTO... 


następna strona

powrót do strony głównej